Wysoki Kamień

Panorama Karkonoszy widzianych z Wysokiego Kamienia.

Tegoroczna zima dopisuje w Karkonoszach. Duża ilość śniegu, niezbyt natarczywy mróz i stabilna aura zachęcają do uprawiania białego szaleństwa na stokach przygotowanych w Karpaczu, Szklarskiej i w pozostałych miejscowościach turystycznych tego rejonu. Połowa stycznia; znajomy właśnie wrócił z rodzinnego wypadu do Szklarskiej. Wyraźnie podekscytowany udaną eskapadą, z uśmiechem zachęca mnie do spróbowania sił na deskach, z którymi nigdy w życiu nie miałem do czynienia, gdyż tak prawdę powiedziawszy, to się ich po prostu boję. Boję się, że się połamię i w łeb wezmą zaplanowane przeze mnie na ten rok, mało rozsądne wyskoki wysokogórskie. Tak, jakby gramolenie się na kolejny pięciotysięcznik było bardziej bezpieczne od zjazdów na oślej łączce. 

– Hej, Robert! To był naprawdę świetny wyjazd! Śniegu na chłopa głęboko, lampa na niebie, żadnej chmurki i tylko lekko szczypał mroziński w nosy. Trasy mają tam całkiem przyzwoicie przygotowane; nic, tylko zakładać deski i hajda! – zachęcał klepiąc mnie przyjacielsko po plecach.

– Eee… Ale ja nigdy nie jeździłem na nartach… – zacząłem wykręcać się niezbyt umiejętnie – A poza tym, to pewnie pełno tam ludzi, a znasz mnie, jaki ja chętny jestem pchać się w tłum.

– Aj, daj spokój! Przecież wiesz, jaki ze mnie narciarz, gorzej niż amator – nie tracił rezonu – Skoro ja spróbowałem, to ty tym bardziej musisz. Twardziel z ciebie i robiłeś już tak grube numery, że niejednemu szczęka opadała.

Poczułem, że sprytnie zachodzi mnie argumentacją od flanki, dlatego też wzmogłem czujność i naprędce zacząłem szukać w myślach uzasadnienia dla swojej niechęci, które pozwoliłoby mi wywinąć się, jednocześnie nie powodując utraty przypiętej mi metki „twardziela”, mile łechtającej moją próżność.

– Czy patrząc w kierunku Szrenicy zastanawiałeś się, co masz za plecami? – postawiłem wszystko na jedną kartę – Chodzi mi o góry – dodałem widząc jego pytające spojrzenie.

– Hmm… – zaczął wyraźnie skonsternowany – Wiesz co? Tam jest jakoś… dziwnie… – skwitował.

Odniosłem wrażenie, że w tym momencie metka z napisem „twardziel” została porwana przez mroźny, górski wiatr, natomiast w jej miejsce, do mojej łysej głowy, czule przykleiła się inna. Widniał na niej napis: „dziwak”.

Przełęcz Szklarska.

Kiedy stojąc zwrócony twarzą w kierunku Szrenicy zerkniesz przez ramię za siebie, to również zobaczysz góry. Nie są one tak wysokie, jak Karkonosze i praktycznie w całości pokrywa je gęsty płaszcz drzew. Nie prezentują się nazbyt imponująco, i gdy na Puchatku, czy też na Lollobrigidzie kłębią się roznamiętnione śnieżną zabawą tłumy, to na tajemniczych, zalesionych szczytach po drugiej stronie, w rzeczywistości nie widać żywej duszy. Tak wyglądają Góry Izerskie zimową porą.

Schronisko na Wysokim Kamieniu. Jedno z ładniejszych, jakie dotychczas udało mi się zobaczyć w polskich górach. Na razie schronisko pracuje w ograniczonym zakresie (brak bazy noclegowej), gdyż nadal trwają tam prace remontowe. Warto zajrzeć chociażby po to, aby zobaczyć nowiutki, piękny kaflowy piec w głównej sali, do którego przyjemnie jest się przytulić po spacerze zimowym szlakiem.

Z Wysokiego Kamienia rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków na Karkonosze, które są szczególnie urodziwe w zimie. Urodę tą podkreśla Szklarska Poręba, leżąca wówczas niemalże u stóp patrzącego. Tak gwoli ścisłości, to panorama obejmuje wszystkie strony świata i przy dobrej pogodzie z góry można zobaczyć Jelenią Górę, Świeradów Zdrój, Bolesławiec, a nawet Legnicę. Wysoki Kamień jest jednym ze szczytów w ciągu nazywanym Wysokim Grzbietem, stanowiącym element Gór Izerskich. Do Wysokiego Kamienia można dotrzeć idąc czerwonym szlakiem ze Szklarskiej Poręby, bądź też jeszcze prościej; zostawić samochód na parkingu przy Zakręcie Śmierci i przespacerować się pozbawionym jakichkolwiek utrudnień szlakiem żółtym, który łączy się z czerwonym, tuż pod tym szczytem. Tutaj mamy do pokonania zaledwie 3 kilometry w jedną stronę. Bardziej wymagający wariant stanowi trasa od Jakuszyc, czyli w odwrotnym do pierwszej kierunku, poprzez nieczynną kopalnię kwarcu „Stanisław” i górę o nazwie Zwalisko (nazywaną też Wieczornym Zamkiem), nie będącą problemem dla piechura, gdyż czerwony szlak wiedzie jej zboczem, przez co wzniesienie jest niezauważalne pod względem wysiłku. W tym przypadku musimy przejść około 7 kilometrów w jedną stronę, lecz trasa ta jest zimą dużo atrakcyjniejsza od przejścia żółtym szlakiem. Przede wszystkim z uwagi na fantastyczne widoki po obu stronach ścieżki, których brakuje podczas wędrówki od Zakrętu Śmierci. Dodatkową atrakcją tego wariantu jest znikoma ilość zainteresowanych jego pokonaniem, przez co zimą jest on niemalże bezludny. Idąc od Wysokiego Kamienia w kierunku Jakuszyc, na pierwszych ludzi natknąłem się dopiero w okolicy kopalni „Stanisław”, gdzie kończy się jedna z tras, na których rozgrywany jest słynny Bieg Piastów. Cudowna górska panorama oraz brak ludzi i związana z tym przenikliwa cisza, w pełni rekompensują skądinąd przyjemny wysiłek, jaki musimy włożyć w wędrówkę od strony Jakuszyc. Wbrew wspomnianemu powyżej przekonaniu mojego znajomego, zimą w Izerach nie jest „dziwnie”, jest za to wyjątkowo spokojnie. Jeżeli ktoś nie posiada, albo też i nie chce korzystać z samochodu, to do Jakuszyc może dojechać szynobusem Kolei Izerskiej, kursującej na trasie od Jeleniej Góry do Harrachova i z powrotem. Rozkład jazdy i cennik biletów można znaleźć tutaj: (link).

Izerskie bałwany. Jedyne w swoim rodzaju 🙂

Zdjęcia w poniższej galerii stanowią owoc weekendowego spaceru, którego początkiem i końcem był pensjonat agroturystyczny Chata Izerska w Szklarskiej Porębie Dolnej. Po wyjściu z Chaty Izerskiej udałem się w kierunku Zakrętu Śmierci, najpierw idąc „na skróty” (nie polecam zimą, sam sprawdziłem – lepiej cały czas trzymać się drogi asfaltowej) w stronę żółtego szlaku wiodącego od Górzyńca, a następnie od parkingu przy Zakręcie Śmierci, bardzo wygodnym dalszym ciągiem żółtego szlaku, dotarłem do Wysokiego Kamienia i znajdującego się tam schroniska. Idąc dalej, ale już czerwonym szlakiem, odwiedziłem nieczynną kopalnię kwarcu „Stanisław”, po czym zszedłem z tego szlaku i trasą narciarską o uroczej nazwie „Dzielne Klapki” udałem się w kierunku równie uroczego „Rozdroża Robaczka” na obrzeżach Szklarskiej Poręby. Pogoda na spacer była idealna, a kondycja dopisywała, pomimo nader intensywnego poprzedniego wieczoru, jaki w Chacie Izerskiej spędziłem ze znajomymi. Według pomiaru GPS, przeszedłem tego dnia 25 km z małym ogonkiem. To był bardzo udany spacer.