Starościńskie Skały

Rudawy Janowickie odwiedziłem wcześniej aż pięć razy, jednak dopiero za szóstym udało mi się zobaczyć część ich największej atrakcji, jaką są baśniowo wyglądające formy skalne, których abstrakcyjne kształty z całą pewnością przewyższają owoce wyobraźni samego Pabla Picasso. Poprzednie wypady w Rudawy wiązały się z moimi występami w maratonach biegowych organizowanych w tych gęsto zalesionych górach i w tym przypadku sprawdziło się powiedzenie, iż pośpiech nie sprzyja poznawaniu świata. Tym bardziej, gdy biegniesz goniony przez czas, innych zawodników i chęć uzyskania jak najlepszego wyniku. Zdając sobie sprawę z tego, jak wiele interesujących szczegółów umknęło mi podczas pokonywania okolic Janowic Wielkich w tempie zdecydowanie niespacerowym, postanowiłem odrobić tak powstałą zaległość i korzystając z okazji, zjawiłem się tam po raz szósty.

„Grupa Skalna Ścianki” znajdująca się w Dolinie Janówki u południowo-wschodniego podnóża Zamkowego Grzbietu. Są łatwo dostępne od drugiej strony, a z ich szczytu rozpościera się widok na całą Dolinę Janówki w tym na „Starościńskie Skały” i „Skalny Most”. „Ścianki” są dobrze widoczne z żółtego szlaku.

Do najbardziej znanych, i zarazem najłatwiejszych do odnalezienia skał znajdujących się w sąsiedztwie Janowic Wielkich należą Sokoliki Mały i Duży. Nagminnie oblegane przez turystów i wspinaczy, mimo swojej niewątpliwej urody pozostały poza sferą mojego zainteresowania, gdyż opisano je i obfotografowano wielokrotnie. Szukając czegoś bardziej oryginalnego, natknąłem się na grupę skalną nazywaną Starościńskimi Skałami. Jak się następnie okazało, jest to miejsce mało uczęszczane, chociaż odnalezienie go nie sprawia większej trudności, a sam szlak jest pełen dodatkowych atrakcji cieszących oczy wędrującego. Co więcej, szlak ten staraniem Nadleśnictwa „Śnieżka” został zamieniony w ścieżkę edukacyjną zawierająca wiele ciekawych informacji uwidocznionych na estetycznych i czytelnych tablicach, dlatego też z uwagi na łatwość przejścia, warto zabrać ze sobą na ten spacer dzieci.

Imponujący „Skalny Most”. Granitowe ściany mają ponad 20 m wysokości, a pomiędzy nimi znajduje się skalna „kładka”. Na lewej krawędzi skały u dołu umieszczono tablicę upamiętniającą niemieckiego wspinacza Waltera Tuffecka, który w 1931 roku podczas próby wejścia odpadł od tej ściany ponosząc śmierć na miejscu.

Biorąc za punkt odniesienia centrum Janowic Wielkich, a właściwie, to parking przy dworcu kolejowym, mamy do wyboru dwa warianty przejścia w kierunku Starościńskich Skał. Dla obu element wspólny stanowi pierwszy kilometr pokonywany żółtym szlakiem (oznakowanie doskonale widoczne patrząc od wejścia do dworca kolejowego).

Ciekawostkę związaną z rudawskimi skałami stanowi ich duża naturalna promieniotwórczość. Na zdjęciu „Piec”, który jest pod tym względem najbardziej aktywny. Jednak nie oznacza to wcale, że świeci on w nocy, ani tym bardziej, że to my będziemy świecić po wizycie w tym miejscu. Na szczycie „Pieca” urządzono punkt widokowy na „Dolinę Janówki”.

(1) Wariant krótszy (dystans: około 6 km) i łatwiejszy terenowo przemierzamy niemalże w całości drogami asfaltowymi, cały czas trzymając się żółtego szlaku do momentu, w którym przecina się on z niebieskim szlakiem, wiodącym wprost do interesującego nas miejsca. Przez kilkadziesiąt metrów oba szlaki idą razem, po czym należy skręcić w lewo na gruntową ścieżkę (szlak niebieski), tuż za niedawno wymurowanym zbiornikiem, stanowiącym punkt czerpania wody w przypadku ewentualnego pożaru lasu. Stąd, wiodącą lekko pod górę ścieżką, po około 500 metrach docieramy do celu.

„Ryjówka”. Jedna z najbardziej charakterystycznych formacji w „Starościńskich Skałach”.

(2) Wariant dłuższy (dystans: ponad 7 km), wymagający pewnego wysiłku fizycznego i uważnego obserwowania oznaczeń szlaków rozpoczynamy idąc szlakiem żółtym, jednak po przejściu około 1 km skręcamy w lewo na szlak zielony i wspinamy się w kierunku zamku Bolczów znajdującego się kilkaset metrów ponad Janowicami Wielkimi (przemyślnie wkomponowany w skały zamek ma bardzo ciekawą historię związaną z wojnami husyckimi oraz wojną trzydziestoletnią, dlatego też poświęcę mu odrębny wpis). Od zamku krótki (około 800 m) odcinek wiodący lekko pod górę oznaczony jest szlakiem czarnym, który następnie krzyżuje się ze szlakiem niebieskim i w tym miejscu skręcamy w prawo, schodząc pomiędzy drzewami po zboczu, aż do potoku o nazwie Janówka, płynącego wzdłuż asfaltowej drogi oznaczonej szlakiem żółtym. Jest to już element wspólny dla opisanego powyżej wariantu krótszego. Dłuższy jest o tyle trudniejszy, że na początku trzeba wspiąć się do zamku Bolczów, a następnie uważnie obserwować ścieżkę od momentu skrzyżowania się tych, oznaczonych kolorami czarnym i niebieskim.

„Starościńskie Skały” zbudowane są z tzw. „waryscyjskiego” granitu. Nazwa ta wywodzi się od okresu geologicznego w historii Ziemi, określanego jako „orogeneza waryscyjska” podczas której miały miejsce intensywne ruchy górotwórcze skorupy ziemskiej. Okres ten rozpoczął się około 450 mln lat temu i trwał przez blisko 200 mln lat.

Ja wybrałem wariant połączony, czyli odwiedziłem zamek Bolczów, po czym dotarłem do Starościńskich Skał, a następnie wróciłem do Janowic Wielkich szlakiem żółtym. Razem dało to ponad 13 km spaceru. Wprawdzie w tak opisanej trasie Starościńskie Skały stanowią cel główny spaceru, jednak po drodze możemy zobaczyć dodatkowe atrakcje w postaci okazałych grup skalnych, przy czym każda z nich ma swoją nazwę. Chyba najbardziej charakterystyczną w tym przypadku jest skała o nazwie Skalny Most, niedaleko której znajduje się przysadzisty Piec. Po drodze od Janowic warto też odwiedzić Grupę Skalną Ścianki, na które można wejść zachowując ostrożność od tyłu wobec przebiegającej tuż przed nimi drogi asfaltowej. Na Piecu znajduje się punkt widokowy, skąd widać Starościńskie Skały i pobliską okolicę.

Jeżeli odwiedzicie „Starościńskie Skały”, to spacerując wśród nich miejcie na uwadze, iż ich „krewniakami” są skały, z których zbudowany jest Ural, Appalachy (Ameryka Północna), czy też Wielkie Góry Wododziałowe (Australia). Powstały one w tym samym okresie geologicznym z wydobywającej się z trzewi Ziemi magmy wulkanicznej.

Osiągniecie celu naszej wędrówki pozwala na zagłębienie się w labirynt skalnych przesmyków, ścieżek donikąd i półek z widokami. W moim przypadku, były to widoki na mgłę, którą oddychał mokry od topniejącego śniegu las i na siąpiące deszczem chmury, ciężko sunące brzuchami po szczytach i zboczach rudawskich wzniesień. Nie było widać kompletnie nic oprócz tego, co akurat w danym momencie miałem przed nosem. W dodatku, przez ponad godzinę tarzania się po skałach, nie natknąłem się na nikogo. Tak, to ja lubię. Przejścia pomiędzy skałami nie są w żaden sposób oznakowane, a więc ogranicza nas jedynie wyobraźnia, sprawność fizyczna i… tusza. Naprawdę lepiej zastanowić się, zanim wepchniemy się w jakąś szczelinę, bo może być kiepsko z wyjściem. Postury jestem raczej szczupłej, a mimo to w niektórych miejscach przeciskałem się na siłę i w efekcie moja czerwona kurtka pokryła się uroczym, zgniłozielonym kamuflażem, jakim obdarowały mnie pokryte porostami skały. O spodniach nie wspomnę. Dla unikających tego rodzaju wrażeń polecam wejście na punkt widokowy, z którego (podobno – gdyż mgła była i chmury) można zobaczyć Góry Sokole, a nawet Izery.

Mariannenfels. 1825. Autor: Friedrich August Tittel.

Skąd nazwa Starościńskie Skały? Nie mam pojęcia. O to trzeba pytać naszych rodaków, gdyż przed ich pojawianiem się na tych terenach, miejscówka nosiła nazwę Mariannenfels, czyli Skały Marianny. Owa Marianna, była księżną, żoną księcia Wilhelma Pruskiego (Hohenzollerna). W tamtych czasach panowała moda na tworzenie romantycznych parków (m.in. Dolina Miłości w mojej okolicy, której odwiedzenie naprawdę polecam) i taki też urządzono w okolicach Janowic Wielkich. Było to w 1822 roku. Opisywana grupa skalna, stanowiła jeden z elementów tego parku. W tym też roku, chcąc upamiętnić srebrny jubileusz małżeństwa z Marianną, książę Wilhelm nakazał umieścić na jednej ze skał wykonany z mosiądzu napis: Mariannenfels oraz zamówił pokaźnych rozmiarów, żeliwny posąg czuwającego lwa, który posadowiono u podnóża skały ze wspomnianym napisem. Kiedy po odejściu z tych terenów Niemców, zjawili się w ich miejsce Polacy, to najpierw skradziono litery z naskalnego napisu, a następnie zrzucono z podestu lwa, który w krótkim czasie wyparował. Skały są z granitu, a więc one również nie mogą czuć się bezpiecznie. Eh, ci Polacy…

Aktualny widok skały z rysunku F. A. Tittela. U góry widoczne miejsce po mosiężnym napisie: Mariannenfels.

PS

Podobno zaginiony lew odnalazł się przy Zaporze Złotnickiej, na terenie należącym obecnie do spółki Tauron. Ciekawe, czy wróci on na swoje miejsce? A tak w ogóle, to wzniesienie na którym znajdują się Starościńskie Skały nazywane jest Lwią Górą (718 m n.p.m.). To pewnie od tego nieszczęsnego lwa, który gdzieś się zapodział. Przynajmniej nazwa została.

Podziękowanie

Dla A. z Biesów. Wiesz za co 🙂