Meczet Kobiet

Na schodach u wejścia do „Meczetu Kobiet”.

– Duże jest to twoje miasto – powiedziałem do Shokriego, patrząc wraz z Agnieszką na morze świateł Eṣfahānu z wysokości góry Sofeh. – Ale Teheran jest większy – dodałem.

– Nie, nie, to Eṣfahān jest większy – zaprotestował młody Irańczyk.

– A więc ilu ludzi tutaj mieszka? – zapytałem podchwytliwie, dobrze wiedząc, ilu oficjalnie mieszkańców liczy sobie rodzinne miasto Shokriego. Nie stanowiło bowiem żadnej sztuki uzyskanie tego rodzaju informacji, gdyż była powszechnie dostępna w Sieci.

– Dziesięć milionów! – oznajmił z przekonaniem nasz przewodnik.

– Naprawdę? – poczułem się zaskoczony i już miałem drążyć temat, lecz zmieniłem zdanie. Czy miało w tym momencie jakiś sens udowodnienie, że pomylił się o ładnych parę milionów? Gdyby porównać ilość mieszkańców tych miast w milionach i przedstawić tak, jak robi się to w przypadku meczu piłki nożnej, to mielibyśmy wynik 15:2 na rzecz Teheranu. Co by nie powiedzieć, jest to zauważalna różnica. Poza tym, słowa Shokriego miały dla mnie sentymentalny urok, gdyż jako szczeniak, sam opowiadałem niestworzone historie o mojej mieścinie, którą chciałem ukazywać w jak najlepszym świetle i robić tym dobre wrażenie wśród przyjezdnych. Dzieci posiadają cudownie niewinną fantazję, a dorośli potrafią jedynie narzekać. Młody Irańczyk opowiadał o swoim mieście z niemalże dziecięcym przeświadczeniem. Od miasta ciągnął ciepły powiew i nocny pomruk, stanowiący charakterystyczną dla dużych skupisk ludzkich, odległą kakofonię przytłumionych dźwięków. Staliśmy na tarasie widokowym wpatrując się w migające u naszych stóp iskierki miejskich świateł, a tuż obok nas urządziła sobie męskie spotkanie grupa Irańczyków w średnim wieku. Oczywiście nie mogło obejść się bez wymiany wzajemnych uprzejmości i pytań o to, skąd jesteśmy i czy podoba nam się w Iranie. Któryś z nich postawił na jednym z umieszczonych na tarasie stolików termos z gorącą herbatą i łakocie. Przyjacielsko zaproszono nas na poczęstunek, i tym samym w przyjemny sposób stało się zadość irańskiej gościnności. Mimo późnej godziny i zbliżania się momentu zamknięcia kolejki linowej, na Sofeh i z powrotem sunęły wypełnione ludźmi wagoniki. Mijał pierwszy dzień naszego pobytu w Eṣfahānie .

Plac Naksz-e Dżahan (Maidān-e Naqsh-e Jahān). Obecnie nazywany Placem Imama Chomeiniego. W głębi widoczny Meczet Szacha (Meczet Królewski), po rewolucji islamskiej przemianowany na Meczet Imama.

Jak spojrzycie na mapę Iranu, to Eṣfahān (Isfahan) odnajdziecie niemalże na jej środku. Takie usytuowanie przyczyniło się do jego rozkwitu za czasów panowania szacha Abbasa I Wielkiego (o tym władcy wspominałem we wpisie Karawanseraj), który w XVI wieku uczynił miasto stolicą perskiego imperium, przenosząc ją z położonego na północy Qazvin. Z jednej bowiem strony, leżąc w centrum Wyżyny Irańskiej, było on poza zasięgiem wojsk największych wówczas wrogów Persów, czyli Turków Osmańskich, z drugiej zaś, takie umiejscowienie znacząco ułatwiało dostęp do Zatoki Perskiej i Oceanu Indyjskiego, gdzie odbywał się intensywny ruch żeglugowy pomiędzy Europą, a Bliskim i Dalekim Wschodem. Za panowania tego szacha, Eṣfahān stał się również ważnym przystankiem dla kupców podróżujących tzw. Jedwabnym Szlakiem, co znacząco wpłynęło na rozwój miasta, czyniąc je jednym z największych na świecie w tamtych czasach. Nie bez znaczenia pozostawała również tolerancyjna polityka wewnętrzna, jaką skądinąd bezwzględny dla sąsiednich narodów szach stosował wobec przybywających do stolicy wyznawców innych religii, w tym Żydów i Ormian. Dzielnice w których się osiedlali liczyły po kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a sam Eṣfahān, znacząco przekraczał liczebnością milion mieszkańców, pomnażających swoją pracą bogactwo państwa perskiego.

Wejście do „Meczetu Kobiet” oraz charakterystyczna, zmieniająca odcienie w zależności od położenia Słońca na nieboskłonie, kopuła nad salą główną świątyni.

Kolor pustyni w różnych odcieniach, zieleń i błękit. Obecnie te barwy kojarzą mi się z dawną stolicą Persji. Pierwszy z tych kolorów, to otaczające Eṣfahān  góry i piaszczyste równiny, z którymi płynnie komponują się miejskie zabudowania o niemalże identycznym zabarwieniu murów. Zieleń, to oaza, jaką jest wśród surowego krajobrazu miasto. Błękit jest natomiast atrybutem boskości i tego, co w ludziach najbardziej wartościowe; wierności oraz czystości i stałości uczuć. Błękitne są w Eṣfahānie meczety.

Misternie uformowane i udekorowane składającą się z tysięcy drobnych elementów mozaiką sklepienie nad wejściem do „Meczetu Kobiet”.

Miasto jest problematyczne dla zwiedzającego. Szczególnie takiego, któremu nie zbywa na czasie i stanowi dla niego jedynie etap w podróży. Na czym polega owa problematyczność? Otóż jest tutaj za dużo miejsc, które chciałoby się zobaczyć. Zerknijcie do Wikipedii, najlepiej tej anglojęzycznej pod hasło: Isfahan. Mnogość obcych nazw miejsc jest przebogata. Samo czytanie o nich zajmuje dużo czasu, a co ze zwiedzaniem? Owszem, nie należę do miłośników wędrówek miejskimi szlakami, gdyż wolę przestrzeń pozbawioną ludzkiej obecności, lecz „zieloną oazę” opuszczałem z poczuciem głębokiego niedosytu wywołanego szczupłą ilością czasu, jaki mogłem przeznaczyć na odkrywanie jej bogactwa.

Ozdobiony florystycznymi motywami korytarz wiodący do sali głównej świątyni.

Meczet Kobiet stanowi element imponującego kompleksu pałacowo-świątynnego, otaczającego rozległy plac nazywany wcześniej placem Naksz-e Dżahan (Maidān-e Naqsh-e Jahān), znany również jako Plac Królewski, który po rewolucji islamskiej w 1979 roku, został przemianowany na Plac Imama Chomeiniego. Faktycznie, świątynia ta nosi nazwę meczetu szejcha Lotf Allaha (Lotfallaha), jednak znacznie ciekawsze jest pochodzenie tej pierwszej, nieoficjalnej nazwy.

Brama wejściowa do znajdującego się naprzeciwko „Meczetu Kobiet” kompleksu pałacowego Ali Qapu (Wysoka Brama). Pałac i meczet łączy przejście podziemne.

Naprzeciwko meczetu, po drugiej stronie placu znajduje się kompleks pałacowy Ali Qapu (Wysoka Brama), wyróżniający się charakterystyczną bramą wejściową. Żeby przejść z pałacu do świątyni, trzeba pokonać otwartą przestrzeń, którą wówczas wykorzystywano jako miejsce handlu, co w przypadku wysoko urodzonych kobiet było traktowane, jako niestosowne. Aby tego uniknąć, z pałacu do meczetu wykonano przejście podziemne, umożliwiające dotarcie do świątyni niepostrzeżenie, przy czym miała ona charakter prywatny, będąc zamkniętą dla osób spoza rodziny władcy. Członkinie rodziny królewskiej wykorzystywały to przejście udając się do meczetu, gdzie celebrowano dla nich modlitwę, której mogły oddać się będąc bezpiecznymi przed ciekawskim wzrokiem postronnych. Kim z kolei był szejch Lotf Allah? Ten szyicki duchowny pochodził z Libanu i przed rządami Abbasa mieszkał w Messie. Kiedy ten doszedł do władzy, nakłonił Lotf Allaha do zamieszkania w Persji, gdzie miał on popularyzować szyicką odmianę islamu. Początkowo duchowny mieszkał w perskim mieście Mashed, jednak z uwagi na niestabilność polityczną tego regionu, szach nakazał mu zamieszkanie przy sobie w Qazvin, po czym przenosząc stolicę do Eṣfahānu, zabrał go tam ze sobą. Lotf Allahowi przypisuje się znaczącą rolę w propagowaniu zawsze cennych dla rozwoju państwa nauk ścisłych, w tym matematyki. To on miał sprowadzić do Eṣfahānu szejcha Baha Al-Din Mohammeda Ameliego, nazywanego krócej szejchem Bahai. Ten matematyk, architekt, poeta, filozof (i tak dalej), był w swoim czasie najświatlejszym umysłem świata islamu, a więc dla szacha Abbasa stanowił nieocenionego sprzymierzeńca.

Korytarz wiodący do sali głównej świątyni skręca w prawo od wejścia z dziedzińca, dlatego też do jej wnętrza docieramy niejako „od tyłu”.

Meczet Kobiet był dla mnie pierwszą w życiu większą świątynią wyznawców islamu, dlatego też ze szczególnym zainteresowaniem wyszukiwałem później ciekawostki z nim związane. Wznoszony przez ponad 16 lat meczet przykuwa wzrok obfitością błękitu misternie ułożonej mozaiki, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz oraz brakiem istotnych dla tego rozmiaru świątyń elementów, jakimi są strzeliste minarety towarzyszące kopule głównej. To naprawdę wyjątkowy brak, który od razu rzuca się w oczy. Kolejną ciekawostkę, tym razem niewidoczną na pierwszy rzut oka, stanowi wnętrze kopuły głównej, gdzie umieszczono prawdziwą perełkę architektoniczną. Żeby zrozumieć, z czym mamy do czynienia i docenić pomysłowość oraz kunszt budowniczych, najpierw trzeba wiedzieć, na co patrzymy. Otóż stając u wejścia do sali głównej, kierujemy wzrok ku znajdującemu się wysoko nad naszą głową centrum kopuły. Wiedząc, co mamy zobaczyć, od razu dostrzeżemy tam (jeżeli mamy dobry wzrok) wymalowanego pawia, ale bez ogona. Gdzie podział się tak istotny element urody tego ptaka? Oczywiście jest też ogon, i to w dodatku ruchomy; składający się i rozkładający. Elementy mozaiki pokrywającej kopułę zostały ułożone z materiału przepuszczającego w odpowiednim miejscu światło Słońca, które wędrując po nieboskłonie maluje swoimi promieniami imponujących rozmiarów ogon tego ptaka na wewnętrznym sklepieniu budowli. Ogon jest w pełni rozłożony w momencie osiągnięcia przez Słońce najwyższego punktu swojej dziennej wędrówki po nieboskłonie. Natomiast w zależności od tego, czy wschodzi, czy też zachodzi, ptak rozkłada, bądź też składa swoją niezwykłej urody ozdobę.

Wnętrze kopuły nad salą główną świątyni. Meczet odwiedziliśmy na długo przed południem, dlatego też znajdujący się w jej centrum paw, dopiero co zaczął rozkładać swój złoty, malowany promieniami wędrującego po niebie Słońca ogon.

Od pozycji Słońca na niebie uzależnione jest również zabarwienie zewnętrznej strony wspomnianej kopuły. W odróżnieniu na przykład od Meczetu Królewskiego, znajdującego się po południowej stronie placu Naksz-e Dżahan, ten element architektury Meczetu Kobiet nie ma barwy błękitnej. W zależności od położenia Słońca, odcień zmienia się od kremowego, do różowego. Na tym nie kończą się nowinki dotyczące tej niezwykłej budowli. Wprawdzie jest to wyraźnie widoczne dopiero z lotu ptaka, ale nie jest ona symetryczna i w dodatku nie została usytuowana prostopadle do placu, lecz pod kątem 45 stopni w stosunku do niego. Wiedząc o tym możemy zauważyć, iż stojąc naprzeciwko wejścia głównego, kopuła świątyni jest przesunięta w prawo wobec patrzącego. Nietrudno domyślić się, że nietypowe usytuowanie meczetu ma związek z kierunkiem świata, w którym modlący się winni zwracać myśląc o Mekce. Niesymetryczność budowli i położenie pod kątem w stosunku do placu przekłada się również na sposób wejścia do sali głównej. Zwykle do sali dużego meczetu wchodzi się na wprost z dziedzińca. Tutaj zaś robimy swego rodzaju „rundę honorową”, gdyż wchodząc na wprost i skręcając korytarzem w prawo, docieramy do sali głównej „od tyłu”. Przed samym wejściem z placu warto popatrzeć pod nogi, gdyż znajdują się tam… schody w górę. Kolejne odstępstwo od typowej architektury większych meczetów.

Sala główna „Meczetu Kobiet”. Zwróćcie uwagę na koraniczne inskrypcje we wnętrzu łuków i na obwodzie kopuły. Jest to tzw. pismo Thuluth, gdzie w odróżnieniu od pisma kufickiego (charakteryzującego się kątami prostymi), zastosowano w kaligrafii zaokrąglenia. W języku arabskim „thuluth” oznacza „jedną trzecią”, albo „trzeci”. Ciekawostkę stanowi sporne pochodzenie nazwy pisma. Pierwsza wersja wywodzi nazwę od wysokości zagięcia litery w stosunku do jej wysokości. Druga, to wysokość litery tego pisma w porównaniu do innych stylów. Trzecia, to relacja najwęższego elementu litery, do jej najszerszej części.

Czy wiecie, co to jest ejwan? Oczywiście, ja wiem. No dobrze, popisuję się. Po „karawanseraju”, jest to kolejny z funkcjonujących w języku polskim rzeczowników, o których istnieniu nie miałem pojęcia przed wycieczką do Iranu. Żeby było zabawnie, to przyznam się, że nawet stojąc przed ejwanem i podziwiając jego urodę nie wiedziałem, jak nazwać to, na co patrzę. W dużej mierze swoją niewiedzę zawdzięczałem naszemu młodemu, Irańskiemu przewodnikowi, którego angielski był po prostu gorszy od mojego staroegipskiego. Shokri sprawnie przemieszczał mnie i Agnieszkę pomiędzy atrakcjami swojego miasta, jednak po znalezieniu się przed konkretnym obiektem, my patrzeliśmy nań jak sroki w gnat, a Shokri uśmiechał się zadowolony z tego, że na miejsce dotarliśmy w jednym kawałku. Nic a nic nie mogliśmy się od niego dowiedzieć o tym, gdzie się akurat znaleźliśmy i co mamy przed nosami. Jednak za przysłowiowe „żadne skarby” nie zamieniłbym Shokriego na innego przewodnika, gdyż pełne niespodzianek i niedopowiedzeń peregrynacje w Jego towarzystwie stanowiły dla mnie esencję podróży w stylu, o którym marzyłem od dawna. A więc, co to jest ejwan? Przeglądając wykonane w Eṣfahānie zdjęcia, starałem się znaleźć w Sieci informacje o tym, co udało mi się na nich utrwalić. Wierzcie mi, była to prawdziwie detektywistyczna praca, utrudniona ograniczoną dostępnością materiałów, które w przeważającej części są opublikowane wyłącznie w języku angielskim. Drobnymi kroczkami dotarłem do odpowiedzi na pytanie, jak nazwać jeden z najpiękniejszych i widocznych na pierwszy rzut oka elementów architektury meczetu, a mianowicie sklepiony przedsionek nad wejściem głównym. W przypadku Meczetu Kobiet, misternie ukształtowany, oszałamiająco błękitny i pieczołowicie ozdobiony składającą się z tysięcy elementów mozaiką. To jest właśnie ejwan.   

Ejwan nad wejściem głównym do „Meczetu Kobiet”. Po obu stronach naprzeciwko siebie znajdują się wejścia do ciągu esfahańskiego bazaaru.

Miasto będące królewską siedzibą nie może obejść się bez bazaaru. Ten w Eṣfahānie przywodził mi na myśl krakowskie sukiennice z tą różnicą, że sukiennice znajdują się w centralnej części rynku, natomiast esfahański bazaar zajmuje dół budynków otaczających plac Naksz-e Dżahan, w bezpośrednim sąsiedztwie Meczetu Kobiet. Poza tym, jest on zauważalnie większy od swojego polskiego odpowiednika i oferuje oszałamiającą feerię barw oraz egzotycznych zapachów, których siłą rzeczy nie doświadczymy w Polsce. Kraków odwiedziłem nieco ponad miesiąc przed wizytą w Eṣfahānie, dlatego też stojąc u wejścia do bazaaru, z uśmiechem spoglądałem na przemykające tuż obok mnie, jakże znajome z wyglądu dorożki. Oba miejsca dzieli około 5 tysięcy kilometrów w linii prostej i otoczka kulturowa, jednak z punktu widzenia podróżującego, są one bardzo sobie bliskie.

 

Wpis ten dedykuję Agnieszce i Shokriemu, z którymi spędziłem magiczne i wyjątkowo cenne dla mnie chwile w  Eṣfahānie.