Dolina Białej Łaby

Luční Bouda (w wolnym tłumaczeniu: Łąkowe Schronisko). Obecnie reklamuje się nie jako schronisko, lecz hotel i… browar. Podobno najwyżej położony browar w Europie Środkowej. Znajduje się na wysokości 1410 m n.p.m., co wymagało wprowadzenia pewnych modyfikacji w procesie warzenia, gdyż tutaj, temperatura wrzenia wody jest niższa od tej na poziomie morza i wynosi 94 stopnie Celsjusza. Woda do warzenia piwa jest czerpana z pobliskich źródeł, stanowiących zaczątek biegu Białej Łaby.

To był pochmurny, deszczowy i wietrzny dzień. Taki, w który nawet pies nie chciał nosa z budy wystawić. Mimo to, z parkingu w Szpindlerowym Młynie wystartował śmigłowiec z zamiarem dotarcia do niezbyt odległego Liberca. Na jego pokładzie znajdowało się czterech mężczyzn; pilot i trzech pasażerów. Nabierając wysokości, maszyna bardzo szybko zniknęła z pola widzenia mieszkańców popularnego Szpindla, tonąc w pełznących wzdłuż górskich zboczy chmurach. Przy zerowej widoczności, pilot posługiwał się przyrządami obierając kierunek i po osiągnięciu zaplanowanego pułapu wyrównał rozpoczynając podróż do Liberca. W tym momencie nie wiedział, że popełnił błąd, gdyż zamiast do stolicy Kraju Libereckiego, poleciał w stronę zalesionych, karkonoskich stoków. Chmury były tak gęste, że przeszkodę zauważył na kilka sekund przed uderzeniem. Nic już nie dało się zrobić i helikopter z impetem wbił się w kamienisko. Wypadek przeżył jeden z pasażerów i to w cudowny wręcz sposób. A może nie tyle cudowny, co wymagający niesamowitego refleksu i braku wahania w podjęciu decyzji, która i tak nie gwarantowała przeżycia. Widząc zbliżające się skały, wyskoczył ze skazanej na zagładę maszyny i spadł na twarde podłoże z wysokości kilkunastu metrów. Wydarzyło się to 30 września 1997 roku. W jednej z najpiękniejszych dolin tutejszych gór.

Dla Czechów, Szpindlerowy Młyn jest tym, czym dla nas Karpacz i Szklarska Poręba razem wzięte. No może bardziej Karpacz, gdyż ze Szpindla, tak jak z Karpacza, wiedzie najbardziej uczęszczany szlak karkonoskich wędrówek, których celem jest szczyt Śnieżki. Miejscami szeroki niczym autostrada i chwilami równie zatłoczony, łączy się z Głównym Szlakiem Sudeckim u progu Śląskiego Domu. Na pierwszy rzut oka, raczej nie zachęca miłośników samotnych spacerów do skorzystania ze swojego biegu, jednak po bardziej uważnym przestudiowaniu mapy okazuje się, że nawet im oferuje on kilka prawdziwych rarytasów. Jednym z nich jest możliwość dotarcia do moim zdaniem przepięknej Doliny Białej Łaby.

Wyruszając spod Śląskiego Domu, wchodzimy na czeską stronę wspomnianą „autostradą”, która w tym punkcie jest oznakowana na niebiesko. W krótkim czasie docieramy do pokaźnych rozmiarów Luční boudy (w wolnym tłumaczeniu: Łąkowe Schronisko) i tutaj następuje zmiana; za schroniskiem, niebieski skręca w prawo, stając się słabo wydeptaną ścieżką, natomiast „autostrada” biegnie wprost, zmieniając kolor na czerwony. Stąd, idziemy dalej niebieskim, wiodącym niemalże płaskim terenem wśród charakterystycznej, niskiej roślinności tzw. piętra subalpejskiego, gdzie zamiast drzew rosną już tylko krzewy, krzewinki, trawy i byliny. Jest to mozaika zarośli kosodrzewiny, pierwotnych i wtórnych muraw bliźniczkowych i torfowisk typu skandynawskiego. Okolica podobno tak dalece przypomina tereny koła podbiegunowego, że podczas drugiej wojny światowej, hitlerowski Wehrmacht ćwiczył tutaj swoich komandosów przed atakiem na Norwegię.

Całe to wypłaszczenie terenu jest nazywane Białą Łąką (cz. Bílá louka) i to stąd bierze początek swojego krótkiego żywota potok nazywany Białą Łabą. Krótkiego w rozumieniu samodzielnego biegu, gdyż po około 8 kilometrach od źródła, potok ten łączy się w Szpindlu z nurtem Łaby. Stąd płyną już wspólnie, aż do Morza Północnego, pokonując przez Europę niemalże 1200 kilometrów. Wspomniane 8 kilometrów może nie stanowi imponującej liczby na papierze, lecz na żywo, jest to na chwilę obecną najpiękniejszy szlak, jakim miałem dotychczas okazję wędrować w Karkonoszach. Miejsce nazywane jest Doliną Białej Łaby. Idąc od Łąkowego Schroniska, przez ponad kilometr nic nie zapowiada niespodzianki. Biała Łąka jest na swój sposób urocza, lecz mało urozmaicona. Maszerując zauważamy jednak, że coś zaczyna się zmieniać, gdyż ścieżkę przecinają strumienie i w ogóle, jest ich z każdej strony coraz więcej. Sączą się zewsząd, łącząc w początkowo niezbyt wartki potok, płynący dnem pogłębiającego się, kamienistego żlebu. W pewnym momencie wychodzimy zza zakrętu i tutaj, nagle otwiera się widok, którego absolutnie nie spodziewałem się ujrzeć w Karkonoszach.

Wznoszące się nad doliną szczyty nie należą do szczególnie wysokich, jednak ona sama jest głęboka, dlatego idącemu szlakiem po jej dnie może wydawać się, że są one dużo wyższe niż to, co sugeruje mapa. Zaskoczyło mnie ich ukształtowanie, bowiem dotychczas byłem przekonany, iż Karkonosze, to wyłącznie ociężałe i pozbawione ostrych grani pagóry, przywodzące na myśl tłuste cielska przedpotopowych gadów, które drzemią tutaj od milionów lat. Już na pierwszy rzut oka, ten nowy widok nieodparcie kojarzy się z… kozą, a właściwie, to z jej grzbietem. Jeżeli dotychczas nie zwróciliście uwagi na tą część ciała owego zwierzaka, to polecam zerknięcie na dostępne w necie fotki. Gdyby komuś przyszło do głowy ujeżdżanie kozy na oklep, to z całą pewnością jej grzbiet w krótkim czasie zapewniłby amatorowi tego rodzaju atrakcji niezapomnianych przeżyć w postaci… nieznośnego bólu tyłka. Nie bez przyczyny, grupa górujących nad doliną wierzchołków, została nazwana Kozimi Grzbietami (cz. Kozí hřbety). Wąska grzęda na ich szczycie i ostro pochylone stoki, zdają się zachęcać do wspinaczki, jednak potencjalni chętni muszą obyć się smakiem, gdyż Czesi utworzyli tam rezerwat ścisły. Można się do nich zbliżyć, kontynuując wędrówkę wspomnianą powyżej „autostradą”, bez skręcania w prawo przy Lucni Boudzie. Idziemy wtedy szlakiem czerwonym w kierunku Szpindla, mogąc z bliska podziwiać południowe zbocza Kozich Grzbietów. Widoki są rewelacyjne, jednak trzeba liczyć się z momentami częstym towarzystwem, gdyż odcinek ten jest pozbawiony trudności technicznych i łatwo dostępny od strony czeskiej.

Jeden z kilku sztucznych progów na biegu Białej Łaby. W zamierzeniu, mają one spowalniać nurt podczas wiosennych roztopów i obfitych opadów. Nawet teraz, potok jest momentami nader żwawy, dlatego nietrudno wyobrazić sobie, co działo się w Szpindlu, gdy tych progów jeszcze nie było, a Biała Łaba nabierała chęci na spłatanie ludziom paskudnego psikusa.
W porównaniu ze znajdującymi się po przeciwległej stronie Doliny stokami Kozich Grzbietów, zbocza Smogorni nie imponują stromiznami. Niemniej jednak zachodzi się w głowę, skąd cały czas sączy się po nich woda? Robi to od tak dawna i wytrwale, że całe połacie stanowią gołą, wilgotną i niczym nie porośniętą skałę.
Wiodący Doliną Białej Łaby szlak, nazwany został Drogą Webera. Kim był ów Weber? W polskim internecie żadnej wzmianki nie znalazłem, dlatego ratowałem się czeskim. Otóż Wenzel Weber (1824 – 1888) był politykiem pochodzącym z nieodległej od Szpindla miejscowości Vrchlabi. Jako miłośnik górskich wędrówek, mocno lobbował w austro – węgierskim parlamencie (Czechy należały wówczas do Cesarstwa Austro – Węgierskiego) dofinansowanie tworzenia szlaków turystycznych w Karkonoszach. Ten poprowadzony Doliną i oznaczony niebieskim kolorem, stanowi jeden z efektów jego starań.
Umieszczony nieopodal niebieskiego szlaku krzyż upamiętnia ofiary katastrofy śmigłowca z września 1997 roku. Idąc pod górę, można go minąć nie zauważywszy.
Robiąc to zdjęcie nie miałem pojęcia, co się tutaj wydarzyło i dlaczego umieszczono krzyż. Dopiero później, po wpisaniu w internetową wyszukiwarkę imion i nazwisk uwidocznionych na tabliczce okazało się, że jest to miejsce tragedii, którą opisałem powyżej. Informacji na ten temat jest niewiele, jednak udało mi się odnaleźć skromną stronę, na której można zobaczyć zdjęcia rozbitego śmigłowca i poczytać o tym zdarzeniu. Całość jest wyłącznie w języku czeskim. Link tutaj.
Położone nad Białą Łabą schronisko Bouda U Bílého Labe. Skrzyżowanie szlaku niebieskiego z żółtym.
Czarcia Struga (cz. Čertova Strouha), będąca jednym z pięciu nazwanych dopływów Białej Łaby. Potok ten ma długość około 3 km, a jego źródła znajdują się na wysokości blisko 1430 m n.p.m., nieopodal szczytu Smogorni.
Ścieżka edukacyjna o zachęcającej nazwie Czarcia Kopalnia (cz. Čertův důl). Wiedzie wzdłuż Czarciej Strugi i nie jest oznakowanym szlakiem górskim. W okolicy, i w ogóle w Karkonoszach, wiele mamy „czarcich” miejsc. Przykładem tego jest Czarcia Ambona nad Śnieżnymi Kotłami, czy też Czarcia Góra, Czarcie Zbocze i Czarcia Łąka, właśnie w pobliżu Doliny Białej Łaby. Jakoś nie dziwię się temu nadawaniu „czarcich” nazw, gdyż wokół Karkonoszy unosi się pewna osobliwa i tajemnicza aura. Szczególnie biorąc pod uwagę burzliwą historię tych terenów, chociażby z okresu późnego średniowiecza i wyjątkowo krwawych wojen husyckich.
Żółtym szlakiem w stronę Przełęczy Karkonoskiej. W tle – zachodnia część Kozich Grzbietów.
Zachodni kraniec Kozich Grzbietów z perspektywy Przełęczy Karkonoskiej.
Ewenementem w moim przypadku jest to, że podczas obecnej wędrówki… nie spróbowałem piwa z browaru w Łąkowym Schronisku. Jako dyżurny piwosz, kajam się z powodu tego karygodnego uchybienia! Dla usprawiedliwienia jednak dodam, że chęć posmakowania trunku ma stanowić motywację dla ponownego odwiedzenia tych okolic. Bo tylko te góry i góry… A piwko, to co innego. Zawsze na czasie 😉 Oczywiście, jest to z mojej strony żart. Tak samo, jak zabawnym jest widok logo browaru znajdującego się w tym schronisku. A tak na serio, to piwo stąd ma bardzo pozytywne opinie wśród znawców tematu, dlatego też warto tutaj zawitać i spróbować samemu.

 

Dolina Białej Łaby na Google Earth.