Puszcza Piaskowa

Chojna. W tle strzelista wieża Kościoła Mariackiego (niem. Marienkirche). Ma wysokość 102,6 m, co daje jej 6 miejsce pod względem wysokości wśród budowli sakralnych w Polsce.

Internet nie oferuje zbyt wielu informacji na temat Puszczy Piaskowej, lecz w dostępnych powtarza się przekonanie, iż jej miano pochodzi od jednej ze znajdujących się w obrębie tego kompleksu leśnego miejscowości. Owszem, trochę w tym racji jest, bowiem wieś o nazwie Piasek faktycznie leży w granicach Puszczy, jednak dla mnie jest oczywistym, że Puszcza ta jest „piaskowa”, bo piasku tam obfitość.


Charakterystyczny dla Puszczy Piaskowej krajobraz – porośnięte drzewami wzgórza. Na zdjęciu, okolice Zwierzyńca, czyli najwyższego wzniesienia w okolicy, jednocześnie teren tzw. Dąbrowy Krzymowskiej.

Większość dzieciństwa spędziłem w Puszczy Piaskowej, gdyż mieszkałem wówczas w niewielkiej osadzie pomiędzy Krajnikiem Dolnym i Piaskiem. Puszcza była dla mnie i kolegów z podwórka wielkim placem zabaw, gdzie w piasku kopało się niezniszczalne schrony przeciwatomowe, bezdenne rowy do których miały wpadać czołgi potencjalnych najeźdźców i udeptane gołymi stopami drogi dla naszych pojazdów bojowych, najczęściej uzbrojonych w zlepione wodą z kałuży bryły piaskowego błota i patyki.

Wieża obserwacyjna „Czarny Bocian” na szczycie Zwierzyńca. Przeznaczona jest do wypatrywania największego zagrożenia dla Puszczy, jakim są potencjalne pożary. Przez krótki okres była dostępna dla postronnych i można było wejść na nią aż pod zamknięte gniazdo obserwacyjne u samej góry, lecz od jakiegoś czasu wprowadzono zakaz i otoczono zamkniętym ogrodzeniem. Jak ktoś lubi ryzyko, to zimą nikogo tutaj nie ma i ogrodzenie można bez trudu przeskoczyć. Widoki na żywo są rewelacyjne, lecz nie odda ich żadne zdjęcie. Krajobraz z wieży obejmuje niemalże całość Puszczy Piaskowej i sięga również sporo poza jej granice. Poniżej, widok późnojesiennej Puszczy Piaskowej z „Czarnego Bociana”.

Sąsiadujące z Puszczą lotnisko w Chojnie zapewniało dodatkowe atrakcje w czasach stacjonowania tam radzieckiego dywizjonu myśliwskiego. Nad lasem z wyciem przelatywały srebrne MiG – i, a co jakiś czas, oficerowie spod czerwonej gwiazdy wyruszali do Puszczy na polowanie. Podczas gdy oni kładli w lesie pokotem wszystko, co im się pod lufy nawinęło i popijali przy ogniskach wódkę, do pobliskich wsi zajeżdżały potężne ciężarówki i rozpoczynał się handel. Ciężarówki robiły za środki transportu dla spragnionych polowania, a kiedy oni poszli w knieję, to kierowcy mogli ubijać interesy z miejscowymi. Najpopularniejszym towarem była benzyna, spuszczana przy pomocy gumowego węża wprost ze zbiorników tych pojazdów. Obecnie może to wydawać się dziwne, ale te wielokołowe potwory były napędzane właśnie benzyną, którą żłopały bez opamiętania. Zbiorniki miały jednak tak wielkie, że i na handel nie zabrakło. Benzyna miała oczywiście zabarwienie czerwone, lecz nikomu to nie przeszkadzało. Ojciec zakopywał w okolicy kilka beczek z tym paliwem na zapas, bo w tych czasach z benzyną bywało w Polsce Ludowej różnie.

Gdy popatrzy się na mapę, to w ogólnym przybliżeniu, Puszcza znajduje się w czworokącie miejscowości. Największą z nich jest Chojna, następnie Cedynia oraz dwie wsie – Bielinek i Krajnik Górny. Większość kompleksu leśnego tworzą oddziały pokryte drzewami iglastymi, bo te najlepiej rosną na lichych, piaskowych gruntach. Wśród iglastych w rzeczywistości nie ma naturalnie wysianego drzewostanu. Praktycznie wszystko zasadzono ręką ludzką i las intensywnie eksploatuje się pod wycinkę. To, co ma kilkadziesiąt lat i odpowiedni wymiar, natychmiast idzie pod topór, a w ich miejsce daje się nowe rozsady. Przykro patrzeć na śmierć drzew, które pamięta się jako młode z lat własnego dzieciństwa. Stanowi to doskonały przykład zorganizowanej eksploatacji lasu na skalę przemysłową.

Dwa granitowe głazy polodowcowe, stanowią wizytówkę centralnej części Puszczy Piaskowej, nieopodal rezerwatu Dąbrowa Krzymowska. Miejscówka charakterystyczna, gdyż w pobliżu schodzą się szlaki turystyczne oznakowane na czerwono, niebiesko i zielono. Głazy odkryto jeszcze „za Niemca” w 1944 roku, przy czym większy z nich częściowo odsłonięto. Jako że są dwa, to nazwano je „Bliźniakami”, chociaż różnią się rozmiarem. Większy (na zdjęciu) ma 25 m obwodu i 4,4 m wysokości. Mniejszy zaś 10,5 m w obwodzie i 1,2 m wysokości. Z perspektywy zdjęcia, ten mniejszy znajduje się za większym u góry i nieco w lewo. Głazy określane są jako „narzutowe”, czyli upraszczając, zostały porzucone w tym miejscu przez cofający się lodowiec.

Ogólnie, to nie ma co na wspomnianą eksploatację marudzić i przypisywać ją wyłącznie Polakom, bowiem owe industrialne uporządkowanie i swoiste żniwa drzewne zawdzięczamy zajmującym te tereny przez stulecia Niemcom, którzy na przełomie XIX i XX wieku doprowadzali je do perfekcji. Las podzielono na tzw. oddziały, których numerację widać już na archiwalnych przedwojennych mapach topograficznych, nazywanych Messtischblatt ami (dostępne są za darmo na stronie bardzo udanego projektu o nazwie Archiwum Map Zachodniej Polski). Oddziałami tymi gospodarowano w sposób podobny do rolniczego zmianowania na polach. W miejsce wyciętych drzew nasadzano kolejne i tak w kółko.

O „piaskowym” charakterze Puszczy możemy przekonać się próbując pokonać ją w poprzek i to w dowolnym kierunku. Jest trochę utwardzonych dróg gruntowych i kilka odcinków bruków, stanowiących pozostałość szlaków łączących w okolicy przedwojenne majątki ziemskie, lecz dużą część traktów stanowią te, pokryte pięknym złocistym i sypkim piaskiem. Wszyscy dobrze wiemy, jak ciekawie jeździ się po takiej nawierzchni, szczególnie na rowerze. Dodatkową atrakcję jazdy po tego rodzaju drogach stanowi pofałdowanie terenu, przede wszystkim w centralnej i północnej części opisywanego kompleksu leśnego. Są to tzw. wzgórza morenowe, uformowane przez wędrujący niegdyś w tym miejscu lodowiec. Chyba każdy oglądał Epokę Lodowcową, więc nie ma potrzeby tłumaczenia niuansów tego zjawiska 😉

Wspomniane wzgórza morenowe na terenie Puszczy mają nawet swoją nazwę, i są to Wzgórza Krzymowskie (tutaj akurat od nazwy nieodległej miejscowości – Krzymowa). Ktoś nawet się zagalopował tak dalece, że owe wertepy próbował nawet nazywać Górami Krzymowskimi, czy nawet Karpatami (!!!) Cedyńskimi. Jakoś średnio się ta terminologia przyjęła, więc najbardziej adekwatne do ukształtowania terenu pozostały Wzgórza Krzymowskie. Najbardziej okazałym wzniesieniem jest Zwierzyniec i liczy on sobie imponujące 167 m n.p.m. Nie należy jednak bagatelizować wyzwania, jakie dla rowerzystów mogą stanowić podjazdy i zjazdy z tych pagórków, gdyż ich zbocza są rozległe, przez co podjazdy robią się mozolne. Szczególnie wtedy, gdy grzęźnie się jednocześnie w piasku. Zjazdy zaś, gdy koło w nim utknie, mogą zakończyć się spektakularnym upadkiem. Niemniej jednak, przygoda gwarantowana 🙂

Jak dostać się do Puszczy Piaskowej? Moim zdaniem najlepiej zrobić to samochodem, gdyż transport publiczny w bezpośredniej bliskości tej miejscówki prawie nie istnieje. Ze Szczecina, czy Wrocławia można dojechać pociągiem do Chojny i wtedy Puszczę będziemy mieć w odległości najwyżej 3 – 4 km od tej miejscowości. Baza noclegowa jest w miarę przyzwoita. Oferuje ją Chojna, Cedynia, nieodległy Moryń oraz szereg gospodarstw agroturystycznych w tym rejonie. Samochód jako środek transportu dla rowerzystów i ich sprzętu daje większą mobilność, gdyż wycieczkę można wtedy rozpocząć w dowolnie wybranym miejscu. Aby objechać Puszczę dookoła startując i wracając do tego samego punktu, należy liczyć się z koniecznością pokonania od 80 do 90 i więcej kilometrów, niekiedy trudnych dróg leśnych. Ale nawet taki dystans nie daje gwarancji na odwiedzenie wszystkich interesujących miejscówek.

Wpis niniejszy traktuję jako ogólny zaczątek tekstów, jakie zamierzam opublikować o samej Puszczy Piaskowej, jak i jej najbliższych okolicach. Prologiem był dla mnie w tym temacie dużo wcześniejszy wpis o Dolinie Świergotki, znajdującej się w obrębie Puszczy, niemniej jednak cały czas chodzi za mną moja ulubiona Dolina Miłości oraz miejscowość Zatoń Dolna. Dolina ta leży na obrzeżach opisywanego kompleksu leśnego i w najbliższym sąsiedztwie osady z mojego dzieciństwa. Już teraz polecam jej odwiedzenie, a wkrótce zaproszę na wpis o niej. Do zobaczenia na szlaku! 🙂

Leśna droga w pobliżu wsi o nazwie Stoki, nieopodal jeziora Ostrów. Tylko nie wyobrażajcie sobie, że przez Puszczę wiodą właśnie takie trasy. Większość bowiem stanowią zwykłe, zapiaszczone lub zarośnięte trawą i krzakami wertepy. Na przykład takie, jak na zdjęciu poniżej…
Tak! Według niezbyt starej mapy topograficznej, znajdujemy się w tym momencie na leśnej drodze w sercu Puszczy Piaskowej. Nawet mój GPS twierdzi, że faktycznie, rower stoi na drodze. I jest to prawda, tylko szlakowi nieco się tutaj zarosło trawą. Puszczy nie przecinają żadne asfaltowe drogi publiczne. W paru miejscach przetrwały poniemieckie odcinki brukowane z gatunku naprawdę spektakularnych „kocich łbów”, na których każdy zainteresowany może się rzetelnie wytelepać 😉
W Puszczy nie ma zbyt wielu zbiorników wodnych, które mogłyby pretendować do rangi „jeziora”. Jest za to całkiem sporo tzw. „oczek” w których lęgnie się co roku armia krzepkich komarów, czekających z utęsknieniem na każdego rowerzystę i spacerowicza. We wschodniej jej części i na obrzeżu znajdują się dwa jeziora: Mętno i Ostrów. Mętno jest większe i zawdzięcza swoje miano od pobliskiej wsi o tej samej nazwie. Ostrów, jak się pewnie domyślacie, nazwę wywodzi od wyspy na jego powierzchni. Nawet dwóch wysp, przy czym jedna jest niezbyt pokaźną kępą porośniętą krzakami i sitowiem.
GPS podpowiadał, iż w pobliżu obranej przeze mnie drogi przez Puszczę, znajduje się miejscówka o nazwie: „Dąb Król”, a więc domyśliłem się, iż pewnie odnajdę tam jakieś słusznych rozmiarów drzewo tego gatunku. I rzeczywiście, pośród mniejszych drzew i krzaków odnalazłem pokaźny dąb, tyle że… martwy. Na jego pniu w dalszym ciągu widnieje charakterystyczna tabliczka z napisem: pomnik przyrody, lecz wszystko dookoła zdążyło już zarosnąć i nie wiedzie tutaj żadna droga, czy nawet ścieżka.
Może nie wygląda to nazbyt szykownie, ale taką rozdzielczość ma ekran mojego GPSa z mapką, na której wskazana jest odległość pomiędzy Leśniczówką Lubiechów, a martwym królem Puszczy Piaskowej (pomnik przyrody „Król Dąb”). Z uwagi na to, że obecnie jest on zaznaczony na niewielu mapach i nie wiedzie do niego żaden szlak, można zrobić sobie z jego odnalezienia swego rodzaju wyzwanie. Według GPSu, od Leśniczówki dzieli go około 750 metrów na północny wschód.
Opuszczona Leśniczówka Lubiechów.
Z kościołem w Lubiechowie Górnym związana jest historia, dosłownie literacka. Otóż jest on postacią epizodu w „Księdze Strachów”, dawnej powieści dla młodzieży autorstwa Zbigniewa Nienackiego, należącej do cyklu książek o „Panu Samochodziku”. Tym razem bohaterowie spędzali wakacje na moim rodzinnym Pojezierzu Myśliborskim i wśród ich przygód pojawił się wątek wspomnianego kościoła, na którego obramowaniu głównego wejścia jest widoczna tajemnicza szachownica. W powieści, taka szachownica miała się znajdować w pobliżu miejsca ukrycia pamiętnika hitlerowskiego zbrodniarza, który po wojnie miał się dobrze i zrobił znaczącą karierę polityczną. Odnalezienie pamiętnika, miało pozwolić na zdemaskowanie tego człowieka. Faktycznie, takie szachownice wiązane są z budowlami wzniesionymi staraniem zakonu Templariuszy, do którego w średniowieczu należały te okolice.

Tajemnicze ustrojstwo znajdujące się przy polnej drodze, około 500 metrów na północ od Czachowa. Wygląda, niczym pozostałość słupa linii energetycznej, lecz w rzeczywistości przeznaczenie tej konstrukcji było odmienne. Jeszcze kilka lat temu pojawiały się pytania, do czego mogła ona służyć, jednak z czasem ustalono, że obecnie niekompletna kratownica, w okresie międzywojennym była w pełni funkcjonalną latarnią lotniczą, czyli odpowiednikiem współczesnej radiolatarni ułatwiającej nawigację w ruchu powietrznym. Dawniej, zamiast sygnału radiowego, emitowała światło ciągłe lub przerywane. Ta na zdjęciu, najprawdopodobniej stanowiła element oznakowania korytarza powietrznego z Berlina do Królewca.
Charakterystyczne w tej okolicy poniemieckie drogi brukowane, powszechnie nazywane „kocimi łbami”. Łączyły one niegdyś rozrzucone w tym rejonie majątki ziemskie pruskiej szlachty i towarzyszące im wiejskie zagrody. Bardzo często obsadzano ich obrzeża drzewami owocowymi, w tym gruszami, jabłoniami i śliwami, które dawały owoce o niespotykanych obecnie smakach starych odmian tych drzew. Gdzieniegdzie nadal można odnaleźć te wiekowe, poskręcane i próchniejące, lecz w dalszym ciągu żywe i owocujące drzewa, zasadzone tutaj jeszcze przed drugą wojną światową.
Cedynia. Moje ulubione miasteczko na tych terenach. Ciche i niezwykle urokliwe miejsce „na krańcu wszechświata”. Niestety, po mojej ostatniej wizycie otrzymuje poważny minus (stan na czerwiec 2019), który prawdopodobnie zawdzięcza swoim włodarzom. Otóż kompletnie spaskudzono jego centrum z którego zniknęły drzewa, co uczyniło miasteczko „pięknym”, niczym dziewczyna bez zęba na przedzie (cytat z pewnego klasyka). Odnoszę wrażenie, iż jest to odmiana opisywanej nie tak dawno w mediach „betonozy”, na którą od jakiegoś czasu zapadają niektóre polskie miasta. Szkoda, bardzo szkoda, że „betonoza” zakradła się również do Cedyni 🙁
Droga pomiędzy Cedynią i Lubiechowem Dolnym. Zalesione wzgórza, to teren Rezerwatu Przyrody „Bielinek”.
Nowiutkie, pachnące świeżością miejsce do odpoczynku na trasie ścieżki edukacyjnej wiodącej przez Rezerwat „Bielinek” (stan na czerwiec 2019). Rozpościera się stąd świetny widok na Cedynię i rzekę Odrę, a tuż obok, na stromym zboczu rosną dęby omszone. Jest to jedyne w Polsce stanowisko tych drzew.
Dęby omszone. Strome zbocza Rezerwatu „Bielinek” są jedynym stanowiskiem w Polsce, na którym drzewa te rosną w stanie dzikim. Jeżeli zamierzacie wypatrywać na nich jakiegoś adekwatnego do nazwy mchu, to raczej sobie to odpuśćcie. Dęby zostały nazwane „omszonymi”, bo mają włochate żołędzie 😀 Serio. Są to drzewa pospolite na południu Europy, gdyż uwielbiają słońce i ciepło. Wzgórza Rezerwatu mają ekspozycję południową, więc przypadły tym roślinom do gustu. Wyczytałem w necie, że wspomniane włochate żołędzie są jadalne, dlatego ewentualne odwiedziny w tym miejscu będą wskazane również jesienią, gdy owoce te należycie dojrzeją 🙂
Zbiornik poeksploatacyjny kopalni żwiru w pobliżu miejscowości Bielinek, zalany wodą z płynącej tuż obok rzeki Odry. Miejsce niezwykłe, szczególnie w wiosenne i letnie popołudnia. Z jednej strony industrialne, gdyż stanowiące efekt przemysłowego wydobycia popularnego surowca budowlanego. Z drugiej zaś, pełne życia. Sporo tutaj ryb, a w otaczających je lasach można zobaczyć mnóstwo zwierząt. Daniele, lisy, borsuki, dziki, a nawet wielkie puchacze. Prawdopodobnie, para tych sów ma niedaleko miejsce lęgowe, gdyż już dwukrotnie udało mi się je zaobserwować nieopodal zbiornika w świetle dnia.
Jak może nazywać się stolica Puszczy Piaskowej? Oczywiście jest to… Piasek! 😀
Z tą stolicą, to nieco przesadziłem, lecz skoro niektórzy wywodzą nazwę Puszczy od tej miejscowości, to czemu nie? Nazwa nieco problematyczna, gdyż ze starej mapy (załączonej poniżej) wynika, iż po wojnie nazwano ją z polska: Piaski, a więc tak jakby w liczbie mnogiej. Również za mojego dzieciństwa nie przypominam sobie, aby miejscowi nazywali tą wieś tak, jak to obecnie widnieje na tej tablicy. Mówiło się bowiem, że jedziemy do Piasków, albo do Piasek (swoją drogą dziwny sposób odmieniania, wywodzący się chyba od Peetzig, czyli nazwy przedwojennej).
W pierwszej połowie lat 90tych i po zjednoczeniu Niemiec, przygraniczne miejscowości rozkwitły handlem dzięki ekonomicznemu najazdowi naszych sąsiadów zza Odry. W wielu lokalizacjach powstały bazary z dziesiątkami pomniejszych straganów, a gdzieniegdzie wydarto drzewom ziemię i naprędce wybudowano spore hale handlowe. Okolica w dalszym ciągu żyje różnymi geszeftami, lecz nabrały one odmiennego charakteru od tych, nieco dzikich z czasów początku kapitalizmu w naszym kraju po przemianie ustrojowej. Teraz na opuszczone przez ludzi tereny wraca Puszcza.
Archiwalna niemiecka mapa topograficzna (Messtischblatt) na której uwidoczniono większość obszaru Puszczy Piaskowej. Jest to mapa dokładna w skali 1:25000 (1 cm na mapie, to 250 metrów w terenie), na którą po wojnie Polacy nanieśli (niezbyt estetycznie) polskie nazwy miejscowości. Więcej map z tamtych czasów jest dostępnych na stronie Archiwum Map Zachodniej Polski. Warto tam zajrzeć i porównać obecny stan swoich okolic z tym, co utrwalono przed drugą wojną światową.

Poniżej, Puszcza Piaskowa i jej sąsiedztwo na Google Earth.