Akcja T4


Aktualny widok budynku dawnej Miejskiej Kliniki Psychiatrycznej dla Dzieci i Młodzieży Wiesengrund, znajdującego się przy ulicy Eichborndamm 238 w Berlinie. Tutaj w latach 1942 – 45 przeprowadzano eksperymenty medyczne na psychicznie chorych dzieciach. Ze 175 małych pacjentów, zmarło wówczas 81. Najmłodsze z uśmierconych dzieci miało kilka miesięcy, najstarsze 16 lat.

Wiosną trzydziestego dziewiątego do kancelarii Führera wpłynął list od rodziców pewnego chłopca z Saksonii. Zawarto w nim prośbę. Dziecko przyszło na świat zdeformowane i umysłowo niepełnosprawne. Nie miało jednej stopy i przedramienia. Było niewidome i stwierdzono u niego „wrodzony idiotyzm”. Rodzice prosili o to, by Kanclerz Rzeszy udzielił dziecku „łaski śmierci”. Führer przychylił się do prośby. Wydarzenie to przyjęto po wojnie jako symboliczny początek prowadzonego w III Rzeszy programu „eliminacji życia niewartego życia”. Nazywanego również Akcją T4.

Już podczas mojej pierwszej wycieczki do Berlina dostrzegłem przy bramie wejściowej na podwórko jednej z kamienic wmurowane w chodnik kostki brukowe o połyskujących złotą barwą powierzchniach. Wyryto na nich imiona i nazwiska osób, daty ich przyjścia na świat, dzień i miejsce śmierci oraz króciutką wzmiankę o jej okolicznościach. Kostki te stanowią bardzo ciekawy temat, dlatego przeznaczę nań odrębny wpis, niemniej jednak wypada już teraz wyjaśnić, że są ich w Europie dziesiątki tysięcy i stanowią one formę pamięci o ludziach zamordowanych przez hitlerowski reżim.

Kilka miesięcy później, podczas jednej z następnych rowerowych wędrówek po stolicy Niemiec, na chodniku jednej z północnych dzielnic (Reinickendorf) natknąłem się na nie ponownie, jednak napisy były dla mnie zaskakujące. Widywałem już wcześniej kostki z tekstem wyjaśniającym, że stanowią one wspomnienie zabitych dzieci i dotychczas miejscami ich śmierci były rozrzucone po Europie obozy koncentracyjne, lecz tym razem było inaczej. Jako miejsce śmierci wskazano… szpital psychiatryczny. Zaintrygowany tym zacząłem przeszukiwać Internet. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z trudnym i poruszającym tematem Akcji T4.

Karty tytułowe międzywojennych niemieckich rozpraw stanowiących „za” i „przeciw” idei eliminowania niepełnosprawnych z życia społeczeństwa.

Człowiek umysłowo upośledzony jest bezproduktywny i w rzeczywistości stanowi ciężar dla utrzymującego go społeczeństwa. Niemieckie rozważania nad tą kwestią poprzedziły pojawianie się na scenie politycznej Hitlera i jego kompanów, bowiem już za czasów Republiki Weimarskiej (1919 – 1933) ukazały się opracowania w których prezentowano odmienne poglądy na tym tle. Przykład stanowią antagonistyczne publikacje autorstwa Karla Bindinga (prawnik, filozof) i Alfreda Hoche (psychiatra) oraz ich przeciwnika – Ewalda Meltzera (psychiatra, dyrektor jednej z niemieckich klinik psychiatrycznych). Poniżej, dla porównania dwa fragmenty ich polemiki.

Binding/Hoche

Oni (nieuleczalni idioci) nie posiadają pragnienia życia, czy też śmierci. Z ich strony nie ma wyraźnej woli, aby umrzeć, lecz nie ma w nich też chęci życia, którą trzeba byłoby zniweczyć. Ich życie jest absolutnie bezcelowe, lecz to do nich nie dociera. Oni stanowią nieprawdopodobnie wielki ciężar dla społeczeństwa i swoich krewnych. Ich śmierć nikogo nie poruszy – oprócz, być może, ich matek, czy też pełnych poświęcenia opiekunów.

Meltzer

Większość nieuleczalnych idiotów posiada bardzo intensywną miłość do życia (…) Oni dostrzegają oraz bardzo wysoko cenią dary życia i nie chcą rezygnować z tych dóbr. Wbrew twierdzeniom innych, oni mają chęć rozszerzania swojej woli życia. Dlatego zbrodnią jest negowanie tego pragnienia.


Materiał propagandowy, przygotowujący grunt pod realizację programu „eliminacji życia niewartego życia”. Dowiadujemy się z niego, że: „60.000 marek kosztuje społeczeństwo utrzymanie jednego kaleki przez całe jego życie. To są również twoje pieniądze”. Dla zobrazowania ogromu tej kwoty wystarczy wskazać, że tuż przed drugą wojną światową
niemiecki robotnik zarabiał 200 marek miesięcznie, urzędnik 250, zaś Adolf Hitler, jako
Führer – 3666 marek. Za 100 ówczesnych złotych można było kupić 47 marek. Mając owe 47 marek, można było wtedy kupić w Niemczech odpowiednio: 151 kg chleba żytniego, 21 kg szynki, 204 litry mleka, 470 kg ziemniaków, 15 kg masła, 391 jajek (źródło danych: historia.org.pl). Przemawia do wyobraźni, czyż nie?

Zdobycie przez Hitlera władzy w styczniu 1933 roku nie skutkowało natychmiastowym przystąpieniem nazistów do realizacji znajdującej wśród nich posłuch idei „uwolnienia” niemieckiego społeczeństwa od ciężaru, jakim była konieczność utrzymywania osób bezproduktywnych, najczęściej chorych psychicznie. Tak drastyczne posunięcie, musiało mieć jednak uzasadnienie w okolicznościach wyjątkowych. Mimo wszystko, owi bezproduktywni byli niemieckimi obywatelami. Wstrzymano się z tym do wybuchu drugiej wojny światowej. Oczekiwanie na pretekst usprawiedliwiający zabijanie nie oznaczało jednak, że naziści próżnowali, bowiem już w czerwcu 1933 roku wprowadzono ustawę o nader wymownym tytule: „prawo o zapobieganiu chorobom dziedzicznym”. Ustawa ta otworzyła drogę do stosowania wobec osób niepełnosprawnych przymusowej sterylizacji. Odpowiednio interpretowana, umożliwiała wykonanie tego barbarzyńskiego zabiegu wobec niemalże każdego, kto nie pasował do wyidealizowanego wzorca „istoty aryjskiej”. Jednym z tego rodzaju rzetelnie udokumentowanym przypadków, jest historia szesnastoletniej Helene D. i jej o dwa lata starszej siostry Emmy. Dziewczyny były głuche, lecz przypadłość ta stanowiła efekt powikłań po szkarlatynie i nie miała nic wspólnego z biologicznym dziedziczeniem. Otóż w październiku 1938 roku, badający siostry lekarz złożył donos do Sądu Zdrowia Dziedzicznego (tak, taki sąd utworzono na mocy wyżej wskazanej ustawy) w którym zalecił zastosowanie wobec dziewczyn przymusowej sterylizacji z uwagi na podejrzenie dziedziczności ich głuchoty (poniżej wspomnę o roli lekarzy w procederze sterylizacji i zabijania). Sąd ten nakazał sterylizację dziewczyn, pozostając niewzruszony wobec tego, że w ich rodzinie nikt, nigdy wcześniej nie cierpiał na głuchotę, a ich ułomność w sposób ewidentny była powiązana z przebytą w dzieciństwie szkarlatyną. Zabieg przeprowadzono w sierpniu 1939 roku w berlińskiej Uniwersyteckiej Klinice dla Kobiet. Szacuje się, że w latach 1934 – 45 przymusowej sterylizacji poddano około 360.000 osób w samych Niemczech.

Fotografia rozmyta nawet w oryginale, lecz pełna treści. W 1878 roku Friedrich Wilke, właściciel fabryki kapeluszy w Guben (obecnie jest to niemieckie Guben i polski Gubin przedzielone rzeką Odrą) założył Fundację imienia swojej zmarłej w wieku 14 lat na tyfus córki Naemi. Fundacja prowadziła ośrodek dla niepełnosprawnych kobiet i dziewcząt oraz szkółkę dla upośledzonych umysłowo dzieci. W okresie Akcji T4, wymordowano niemalże wszystkie pensjonariuszki tej Fundacji. Na zdjęciu, część z nich wraz z opiekunką. Fundacja imienia Naemi Wilke działa po dziś dzień. Więcej można przeczytać tutaj: https://www.naemi-wilke-stift.de/pl/fundacja/historia.html Zdjęcie z książki: „Pamięci dzieci. Pediatrzy i zbrodnie wobec dzieci w okresie nazizmu”, Thomas Beddies im Auftrag der Deutschen Gesellschaft fur Kinder – und Jugendmedizin e.V. (DGKJ), Berlin 2012, strony 114 i 115.

Chyba każdy wie, czym jest Przysięga Hipokratesa, w Polsce będąca Przyrzeczeniem Lekarskim, nawiązującym do tekstu Deklaracji Genewskiej z 1948 roku. Idea ta w okresie niemieckiego narodowego socjalizmu uległa znaczącej deprecjacji. Wspomniana powyżej sterylizacja, a następnie instytucjonalne zabijanie niepełnosprawnych, wymagały usłużnej grupy tych, którzy bezpośrednio stykali się z będącymi w kręgu zainteresowania orędowników „eliminacji życia niewartego życia”. Owymi sługusami, stali się… lekarze.

Formularz, jaki w okresie Akcji T4 rozesłano do wszystkich szpitali psychiatrycznych w Niemczech i na terenach okupowanych. Badający pacjentów lekarze wypełniali ten druk decydując o życiu, albo śmierci badanego. Służyła temu obramowana na czarno rubryka w lewym dolnym rogu dokumentu. Niebieski minus w tej rubryce oznaczał życie, zaś czerwony plus – śmierć. Zdjęcie z berlińskiego pomnika upamiętniającego ofiary Akcji T4, znajdującego się przy Tiergartenstrasse 4.

Z 1418 zarejestrowanych w Niemczech w 1933 roku pediatrów, złamano 645. Ta „mniejsza połowa” została zobowiązana do informowania decyzyjnych o przypadkach naruszających postanowienia ustawy „o zapobieganiu chorobom dziedzicznym”. Wyglądało to tak, że w sytuacji zauważenia przez ówczesnego lekarza pierwszego kontaktu symptomów niezgodności z aryjskim wzorcem u badanego, był on rygorystycznie zmuszony do wysłania raportu Sądowi Zdrowia Dziedzicznego. Część z nich zrobiła w ten sposób krótkotrwałą karierę, lecz wierna Przysiędze Hipokratesa większość drogo przypłaciła swoją stanowczość śmiercią w obozach koncentracyjnych, bądź marginalizującym społecznie pozbawieniem prawa do wykonywania zawodu.

List z „kondolencjami”, które przesyłano rodzinie zamordowanego po kryjomu niepełnosprawnego obywatela Niemiec. Zawierał on nieprawdziwe informacje o przyczynie i miejscu śmierci. Zdjęcie z berlińskiego pomnika upamiętniającego ofiary Akcji T4, znajdującego się przy Tiergartenstrasse 4.

Wybuch drugiej wojny światowej dał nazistom zielone światło dla realizacji programu „eliminacji życia niewartego życia”. Co ciekawe, mimo swojego poczucia bezkarności w tym czasie, hitlerowcy nigdy oficjalnie nie przyznali, że taki program był wykonywany na własnych obywatelach. O pozory dbano do tego stopnia, że stworzono swoistą metodę przekonywania rodzin chorych o tym, że ich niepełnosprawni najbliżsi zmarli w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, nagłej choroby, czy też wskutek wypadku. Wyglądało to mniej więcej w ten sposób, że typowano chorych „do leczenia” w wyspecjalizowanych szpitalach z obietnicą powrotu po udanej kuracji. Ludzi tych ładowano grupami do charakterystycznych autobusów marki Mercedes, po czym wywożono w wyznaczonym kierunku. Po jakimś czasie, najbliżsi otrzymywali pełen „współczucia” list informujący o nieszczęśliwej śmierci członka ich rodziny. Oczywiście na terenach okupowanych nie zawracano sobie głowy tworzeniem takiego parawanu dla owej zbrodniczej działalności.

Zdjęcie z książki: „Pamięci dzieci. Pediatrzy i zbrodnie wobec dzieci w okresie nazizmu”, Thomas Beddies im Auftrag der Deutschen Gesellschaft fur Kinder – und Jugendmedizin e.V. (DGKJ), Berlin 2012, strona 77.

Pewną szansę na przeżycie dawało zainteresowanie ze strony rodziny lub opiekunów chorego. Gdy go odwiedzali dosyć często (o ile wiedzieli, gdzie został umieszczony), najwyraźniej niezręcznym było wmawianie im nieszczęśliwego wypadku, bądź nagłej choroby zakończonej śmiercią pacjenta. W świetle tego wymownym jest przypadek porzuconego przez rodziców małego Günthera, którym nie interesował się żaden bliski. W rubryce „odwiedzający” jego akt znalazła się krótka wzmianka o nieubłaganym wydźwięku: „nikt”. Dziesięciolatka zagazowano 21 maja 1940 roku.

Jeden z powojennych skandali wywołany odkryciem dokumentów potwierdzających udział w Akcji T4 Jussufa Ibrahima, niemieckiego autorytetu w dziedzinie pediatrii. Ibrahim był synem egipskiego lekarza i Niemki Agnes Herzfeld. Kompromitujące dokumenty ujawniono wiele lat po jego śmierci, więc jak większość spośród tych lekarzy, którzy przyłożyli ręki do uśmiercania niepełnosprawnych w okresie III Rzeszy, żył on sobie po wojnie dostatnio i przez nikogo nie niepokojony. Zdjęcie z książki: „Pamięci dzieci. Pediatrzy i zbrodnie wobec dzieci w okresie nazizmu”, Thomas Beddies im Auftrag der Deutschen Gesellschaft fur Kinder – und Jugendmedizin e.V. (DGKJ), Berlin 2012, strona 95.

Początkowo, wobec dzieci stosowano „humanitarną” metodę zabijania polegającą na wstrzykiwaniu im śmiertelnych dawek barbituranów albo morfiny, niemniej jednak z czasem okazała się ona zbyt kosztowna przy tej ilości uśmiercanych, więc tak jak dorosłych, małych pacjentów zagazowywano w usytuowanych nieopodal szpitali komorach. W ocenie historyków, opisywana akcja pochłonęła około 200.000 istnień ludzkich. W świetle owej liczby niesprawiedliwym jest to, że z tysięcy odpowiedzialnych za ten mord osób, w tym lekarzy, znikoma grupa poniosła adekwatne do ich czynów konsekwencje. Dla przykładu należy wskazać, że z 27 głównych postaci tej tragedii, tylko na 7 z nich wykonano karę śmierci. Wśród nich znalazł się Viktor Brack, szef Akcji T4, powieszony w Landsbergu 2 czerwca 1948 roku. Philipp Bouhler, inna z czołowych postaci tego programu, wywinął się sprawiedliwości popełniając wraz z żoną samobójstwo w nader znamiennym miejscu. W obozie koncentracyjnym w Dachau.

Okładka książki: „Pamięci dzieci. Pediatrzy i zbrodnie wobec dzieci w okresie nazizmu”, Thomas Beddies im Auftrag der Deutschen Gesellschaft fur Kinder – und Jugendmedizin e.V. (DGKJ), Berlin 2012.

Odnalezione przypadkowo kostki z nazwiskami dzieci zamordowanych w szpitalu psychiatrycznym, w efekcie pozwoliły mi na wyszukanie publikacji z której zaczerpnąłem dużą część wykorzystanych w niniejszym wpisie informacji. Publikacji o niezwykłej wadze, gdyż stanowiącej symboliczną prośbę o wybaczenie, skierowaną przez współczesnych niemieckich pediatrów do rodzin małych ofiar Akcji T4. Prośby o wybaczenie zbrodni, której dopuścili się wobec dzieci pediatrzy okresu narodowego socjalizmu. W tłumaczeniu na język polski, książka nosi tytuł: Pamięci dzieci. Pediatrzy i zbrodnie wobec dzieci w okresie nazizmu. Wydano ją w 2012 roku staraniem Niemieckiego Stowarzyszenia Pediatrów i Medycyny Młodzieży (niem. DGKJ). Jeżeli będziecie w Berlinie i chcielibyście ją kupić (cena: 12 euro), możecie to uczynić w jednej z najbardziej uczęszczanych przez turystów miejscówek, jaką jest muzeum Topografia Terroru (Topographie des Terrors) przy Prinz – Albrecht – Strasse (nieopodal Checkpointu Charlie).

Pomnik upamiętniający ofiary Akcji T4, znajdujący się w Berlinie przy Tiergartenstrasse 4. To tutaj stał budynek w którym podejmowano decyzje o instytucjonalnym mordowaniu niepełnosprawnych w okresie rządów nazistów.

Skąd nazwa: Akcja T4? Przy berlińskiej ulicy Tiergartenstrasse pod numerem 4, do 1945 roku miała siedzibę organizacja, której członkowie kierowali realizacją programu „eliminacji życia niewartego życia”. Z charakterystycznym dla nazistowskich zbrodniarzy cynizmem, organizację tą nazwano: Państwową Wspólnotą Pracy Rzeszy na Rzecz Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych (niem. Reichsarbeitsgemeinschaft Heil- und Pflegeanstalten, skr. RAG).


Wprawdzie pomnik znajduje się nieopodal krawędzi ulicy, lecz można go przeoczyć, gdyż jest konstrukcją subtelną w porównaniu z górującym nad okolicą monumentalnym budynkiem Filharmonii Berlińskiej. Co ciekawe, obelisk ten stanowi jednocześnie multimedialne centrum informacyjne w którym można wysłuchać i obejrzeć prezentacje traktujące o przebiegu Akcji T4, jej ofiarach i organizatorach zbrodniczego przedsięwzięcia.

Cytat z książki Pamięci dzieci. Pediatrzy i zbrodnie wobec dzieci w okresie nazizmu:

Pokornie kłaniamy się ofiarom i ich rodzinom. W imieniu Niemieckiego Stowarzyszenia Pediatrów i Medycyny Młodzieży (niem. DGKJ), prosimy o wybaczenie cierpienia wyrządzonego przez pediatrów w okresie narodowego socjalizmu.

Poczdam, 18 października 2010 roku

prof. dr. Fred Zapp, Prezes Niemieckiego Stowarzyszenia Pediatrów i Medycyny Młodzieży

Pomnik upamiętniający ofiary Akcji T4 na mapie Berlina:

Post scriptum

Idea eliminowania niepełnosprawnych umysłowo ze społeczeństwa jest głęboko zakorzeniona w dziejach ludzkości. Już w starożytnej Grecji Platon twierdził, że należy „pozwolić umrzeć” tym, którzy nie są zdrowi na ciele i umyśle. W czasach nam bliskich wzięto sobie tą naukę do serca nie tylko w III Rzeszy, wprowadzając przymusową sterylizację niepełnosprawnych umysłowo między innymi w takich krajach, jak Szwecja i Stany Zjednoczone. Szczególnie skuteczni w tej kwestii byli Szwedzi, którzy w latach 1934 – 75 poddali sterylizacji około 63.000 swoich obywateli. Prekursorami instytucjonalnej kastracji byli jednak Amerykanie, wprowadzający w szeregu stanów prawo sankcjonujące ten proceder. Tak jak Szwedzi, Amerykanie nie zrazili się tym, że owe metody stawiały ich na równi z Hitlerem i jego bandą, kontynuując przymusowe zabiegi aż do początku lat 70 – tych XX wieku. Kiedy z wielkim ociąganiem przyszło opamiętanie, to pojawił się urzędowy cynizm. Nie uwzględniono żadnego z żądań finansowego zadośćuczynienia za krzywdę uczynioną przymusową kastracją. Ot, taka mała dygresja w kwestii propagowania skandynawskiego stylu życia oraz sprawiedliwości charakteryzującej wzorcową demokrację w amerykańskim wydaniu.