Iranian drajwing stajl

 

Skrzyżowanie jednokierunkowych ulic South Saadi i Amirkabir w Teheranie. Zagadka: co jest nie tak i czy ktoś widzi czerwone?
Skrzyżowanie jednokierunkowych ulic South Saadi i Amirkabir w Teheranie.
Zagadka: co jest nie tak i czy ktoś widzi czerwone?

Z ruchem ulicznym w irańskich miastach jest tak, jak z grą w orkiestrze symfonicznej. Z pozornego chaosu wywołanego dźwiękami wydawanymi przez ogromne ilości instrumentów, w tym przypadku samochodów, motorów i pieszych, każdego dnia i nocy wyłania się dynamiczna muzyka nieustannego przepływu. Każdy z uczestników tego koncertu musi posiadać wyczucie rytmu oraz determinację, które pozwalają mu bezpiecznie dotrzeć do obranego celu. Wyczucie rytmu niezbędne jest w momencie wkroczenia na przejście dla pieszych, bądź też w chwili włączenia się do ruchu, gdy jedziesz samochodem. Determinacja zaś, to atrybut niezbędny wtedy, gdy już znajdujesz się w strumieniu mknących aut, i który nie pozwala ci nawet na sekundę zwątpienia w to, że obrany cel osiągniesz. Wystarczy bowiem zawahać się ową sekundę, a rytm zostaje zachwiany i katastrofa staje się nieunikniona.

Z perspektywy pieszego wygląda to w ten sposób, że kiedy stajesz na krawędzi jezdni z zamiarem przejścia na jej drugą stronę, to spoglądasz uważnie w kierunku nadjeżdżających i starasz się wyczuć tętno rzeki przepływających obok ciebie samochodów. Jak już złapiesz rytm, to wtedy bez wahania wkraczasz na jezdnię i tanecznym krokiem lawirujesz pomiędzy mknącymi autami, jednocześnie starając się utrzymywać obrany kierunek. W żadnym wypadku nie wolno się cofać, gdyż wtedy zaburzasz melodię ulicy, wprowadzając w błąd kierowców, którzy wbrew pozorom obserwują ciebie oczekując, że nie zwątpisz w swoją możliwość osiągnięcia przeciwnej strony jezdni.

Podobnie jest w przypadku kierowców. Cały ruch miejski odbywa się na styku zderzaków, dlatego też wyczucie rytmu i determinacja są bardzo istotne. Należy pamiętać, że dla irańskich kierowców lusterka wsteczne są zbędnym balastem i tak właściwie, to sprzedawane tam auta winny być ich pozbawione już na etapie salonu samochodowego. To samo dotyczy kierunkowskazów. Niezbędnikiem z kolei jest klakson. Pełni rolę informacyjno – dyscyplinującą oraz relaksacyjną. Informuje o zamiarze wykonania manewru i dyscyplinuje niezdecydowanych. Relaksuje zaś w dowolnym momencie, to znaczy trąbimy ot tak sobie: se jadę, to se trąbnę, bo co? Odmienną rolę odgrywa zaś klakson na prowincji, gdyż tam stanowi narzędzie do pozdrawiania. Czy to mijanych pojazdów, czy to pieszych, którym trąbimy w twarz, bądź też w plecy. Taki pieszy podnosi wówczas dłoń w geście odwzajemnionego pozdrowienia i wtedy obydwaj jesteśmy szczęśliwi.

Sygnalizacja świetlna, znaki pionowe oraz poziome są obecne, lecz pełnią funkcję instrukcyjną. Niczego nie nakazują, a tym bardziej nie zakazują. Kiedy wchodzisz na oznakowane przejście dla pieszych to wiesz, że żaden samochód nie zatrzyma się z tego powodu, gdyż twoja obecność na pasach nie stanowi tak wielkiego wydarzenia, aby mogła ona wstrzymać sunącą nieubłaganie rzekę aut. Niemniej jednak duże ułatwienie dla potencjalnego amatora przedostania się na drugą stronę jezdni przedstawia jednostajność tego nurtu, gdyż z uwagi na zatłoczenie, praktycznie niemożliwą jest jazda z inną od większości prędkością. Co więcej, organizacja ruchu miejskiego została tak przemyślana, aby większość ulic była jednokierunkowa. Tym samym mamy niemalże gwarancję tego, że kiedy spoglądamy w jednym kierunku, to z drugiego nie zostaniemy potrąceni. Przynajmniej takie możemy przyjąć założenie, gdyż nawet starożytnym filozofom było już wiadomym, że świat potrafi być pełen chaosu, a wręcz miałby powstać z owego chaosu. Z poczynionych przeze mnie obserwacji wynika, że irańskie ulice są pełne wysłanników chaosu, a są nimi wszędobylscy motocykliści, którzy swoimi jednośladami potrafią dotrzeć w dowolnie wybrane miejsce. Jeżdżą pod prąd, w poprzek, po schodach i chodnikach w którymkolwiek kierunku oraz uskuteczniają ekwilibrystyczne wyczyny, które europejczykowi nawet się nie śniły. Motorki są jak szarańcza. Jest ich cała chmara i zjawiają się niespodzianie. Ustrojstwa te posiadają zamontowaną z przodu owiewkę z pleksi, która nie wiem, czy przed czymś ma chronić, jednak z całą pewnością ogranicza kierującemu widoczność do tego stopnia, że w tejże owiewce musiano zainstalować otwór nazywany przeze mnie „celownikiem”

ChaosMOD
Wysłannik chaosu w pełnej okazałości. Zwróćcie uwagę na „celownik” w owiewce. Będzie lepiej, jeżeli nigdy nie znajdziecie się w jego zasięgu.

Kierujący motorkiem jedzie z nosem przyklejonym do tego „celownika” i dzięki niemu w bardzo ograniczonym stopniu widzi to, co ma na wprost przed sobą. Poza sferą jego zainteresowania pozostaje napierająca na niego z boków rzeczywistość, bo i po co zaprzątać sobie nią głowę, skoro życie mknie tylko przed siebie, nie na boki, a tym bardziej nie porusza się do tyłu? W „celowniku” motorka nader często pojawiają się piesi, ale kierującego jednośladem wcale to nie dziwi, skoro jest on nie tylko królem miejskiej szosy, lecz również księciem chodnika, na którym czuje się równie swobodnie, co na owej szosie. Miejscy planiści podjęli desperacką próbę ukrócenia barbarzyńskiej hegemonii motorków, jednak jej skuteczność jest znikoma. Otóż na chodnikach pojawiły się swoiste zasieki w postaci przysadzistych słupków ustawionych tak gęsto, że nawet pieszemu jest trudno przecisnąć się pomiędzy nimi. O ile pieszy może mieć problem z pokonaniem takiej przeszkody, to dla wysłannika chaosu nie stanowi ona żadnej zapory. Jednoślad jest na tyle lekki, że może nad nią przefrunąć. To znaczy dwóch mężczyzn bez większego wysiłku dźwignie motorek i przerzuci go ponad słupkami. Nie pisałbym o tym, gdybym nie widział takiej akcji. Zresztą, stada motorków radośnie śmigających w obrębie odgrodzonej słupkami przestrzeni chodników mówią same za siebie. Planiści przegrali walkę na całej linii frontu wojny z wysłannikami chaosu.

Miejskie zasieki. Dowód klęski miejskich planistów w przegranej wojnie z wysłannikami chaosu.
Miejskie zasieki. Dowód klęski miejskich planistów w przegranej wojnie z wysłannikami chaosu.

Niesłuszne i krzywdzące byłoby jednak twierdzenie, że irańscy kierowcy są niebezpiecznymi szaleńcami. Wręcz przeciwnie, jak na ogromną ilość aut poruszających się po ulicach tamtejszych miast, ilość poważnych wypadków utrzymuje się „w granicach normy”, choć granice te i tak potrafią przyprawić o zawrót głowy. Dla przykładu w Stanach Zjednoczonych, co roku ginie w wypadkach drogowych około 37 tysięcy osób, z kolei w Iranie, oficjalnie podawana liczba, to 21 tysięcy zabitych (dane według Association For Safe International Road Travel). Irański rząd przyznaje, że ilość wypadków stanowi problem. Niemniej jednak nie twierdzi się, że wina za ten stan rzeczy leży wyłącznie po stronie uczestników ruchu. Przyczyn dopatruje się przede wszystkim w miejskiej infrastrukturze drogowej, która nijak nie przystaje do obecnego natężenia ruchu oraz w kiepskim stanie technicznym pojazdów, co z kolei jest efektem sankcji gospodarczych nałożonych na ten kraj przez państwa Zachodu. Na ulice Teheranu codziennie wyjeżdża ponad 5 milionów samochodów, a mimo to ruch odbywa się płynnie. Oczywiście uwzględniając natłok pojazdów, którego nie zobaczymy na przykład w Polsce. Irańczycy jeżdżą intuicyjnie, co jest zachowaniem niewyobrażalnym w naszych realiach, gdzie na pierwszym miejscu stawiane jest sztywne stosowanie się do obowiązujących reguł. Zasady ruchu drogowego są skodyfikowane i kierowcy starają się do nich podporządkować, czego przykładem jest zatrzymywanie się na światłach skrzyżowań ulic dwukierunkowych. Na takich skrzyżowaniach nikt nie ryzykuje wymuszenia na falach pojazdów jadących z dwóch kierunków, co jest niejako naturalne w przypadku dominującego w miastach ruchu jednokierunkowego. Jednak w pozostałych przypadkach owe zasady traktowane są „elastycznie”. Właśnie na tej „elastyczności” w stosowaniu się do obowiązujących reguł polega iranian drajwing stajl, czyli drogowy fenomen, dla którego wymyśliłem to określenie.

ParkingMOD
Wzorcowe wykorzystanie przestrzeni parkingowej.

Iranian drajwing stajl jest zjawiskiem urzekającym do tego stopnia, że kiedy człowiek powróci na europejskie drogi, to bardzo łatwo może dopaść go melancholia i tęsknota za pozornym chaosem perskich miast. Widzi się bowiem jak na dłoni to, że nasi kierowcy, z których każdy jest we własnym mniemaniu ekspertem w mrowiu obowiązujących na naszych trasach nakazów i zakazów, w rzeczywistości są zakompleksieni, nerwowi, a wręcz złośliwi. Kiedy siedząc za kierownicą czekam w nadziei na to, że niekończąca się gromada buców jadących główną wreszcie pozwoli mi wyjechać z podporządkowanej, wówczas mając zaciśnięte z bezsilności zęby powtarzam sobie w myślach słowa jednego z irańskich znajomych, który woził mnie po Esfahanie swoim zdezolowanym Peugeotem: just relax, Robert, just relax…

WeteranMOD
Fantastyczny weteran „iranian drajwing stajl”. Może trochę zmęczony, ale nadal kozak!