„Tuż za Horyzontem” – dlaczego?

99
Majdan Zbydniowski. Polska.

A dlatego, że inne, wybrane przeze mnie nazwy blogów zostały już zajęte. Od dawna nosiłem się z zamiarem założenia własnego bloga, na którym mógłbym nieskrępowanie wywnętrzać się maltretując zbłąkane nań dusze swoimi mocno subiektywnymi wynurzeniami. Kiedy wreszcie zabrałem się do realizacji tego zamysłu, to pierwszym co sprawiło mi trudność, było właśnie wybranie nazwy. Miało być tajemniczo, romantycznie i ckliwie, gdyż przede wszystkim do głowy przychodziły mi pomysły w rodzaju: „Daleko za Horyzontem”, czy też „Odległy Horyzont”, mające przywodzić na myśl odkrywanie czegoś niecodziennego i bardzo odległego. Okazało się jednak, że moje koncepcje nie miały w sobie nic oryginalnego, a tym bardziej tajemniczego i romantycznego, gdyż wyprzedził mnie w tym już niejeden Dyzio Marzyciel. Sprowadzony w ten sposób na ziemię pomyślałem sobie po dłuższym zastanowieniu, że tak naprawdę, to materiału na ciekawe tematy wcale nie trzeba daleko szukać. Wystarczy bowiem spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, a nawet banalna rzecz może w oczach patrzącego okazać się czymś wyjątkowym, godnym uwagi i wartym podzielenia się z innymi.

tochalmod
Teheran/Tochal. Iran.

Prosty tego przykład stanowi zdjęcie załączone pod nagłówkiem wpisu. Wydawać by się mogło, że widać na nim krzyż na zapomnianej mogile, gdzieś pośrodku pustkowia, któremu tajemniczości i dodatkowego uroku dodają promienie zachodzącego słońca. Czy jest ono troszeczkę zagadkowe? Czy ma odrobinkę trudnego do zdefiniowania romantyzmu? Czy taki obraz może podziałać na wyobraźnię patrzącego? Jestem przekonany, że w tym przypadku można brać pod uwagę wszystkie te elementy. Prawda jest jednak taka, że wcale nie jest to krzyż na porzuconej mogile, lecz pozostałości banalnego stracha na wróble, gdzieś na polnym wydmuchowie. Zdjęcie jest o tyle oryginalne, że zostało przeze mnie wykonane podczas jednego z ekstremalnych maratonów na orientację, w których niegdyś startowałem, gdzieś niedaleko Sandomierza, a dokładniej, w pobliżu miejscowości o nazwie Majdan Zbydniowski. Taka prosta sytuacja, a ile daje możliwości do interpretowania i snucia naprawdę ciekawych opowieści. Właśnie stąd wzięła się nazwa „Tuż”, a nie „Daleko” za Horyzontem. Coś odległego może zniechęcać, a jak ma się cel niemalże pod nosem, to grzechem lenistwa byłoby zrezygnowanie z sięgnięcia po przygodę i ciekawy temat. Wprawdzie cel nadal pozostaje „za Horyzontem” i nie jest widoczny, co dodaje mu z pewnością intrygującego smaku niedostępności, jednak w rzeczywistości jest on na tyle blisko, że wystarczy tylko troszeczkę się wysilić, gdyż z perspektywy piechura horyzont wcale nie jest aż tak bardzo odległy. 

legnica
Legnica. Polska.

Podstawowym zamysłem pisania na tym blogu jest przedstawienie mojego osobistego podejścia do podróżowania i całej otoczki z nim związanej, a więc będzie ono miało charakter mocno subiektywny. Z perspektywy czasu każda podróż przypomina oniryczne doświadczenie. Zacierają się szczegóły, a to, czego nie pamiętamy, wypełnia się treścią niekoniecznie mającą wiele wspólnego z sytuacjami rzeczywistymi. Opisując wydarzenia, które miały miejsce faktycznie, wplatam wątki o charakterze bajkowym. Staram się, aby myśli tego rodzaju były łatwe do wychwycenia i czytający nie odnosił wrażenia, iż jest to wyłącznie wytwór mojej wyobraźni. Jednak nic nie poradzę na to, że uwielbiam oglądać malowane słowem obrazy, na których postacie rzeczywiste, chadzają pod ramię z baśniowymi stworami. Ot, taka moja mała słabostka. Nie należę do osób znajdujących przyjemność w leżeniu na plaży, chociażby ta plaża miała znajdować się w najbardziej egzotycznym miejscu na świecie, czy też w słodkim prowadzaniu się za rączkę po oklepanych miejscówkach wakacyjnych wojaży o charakterze all inclusive. Oczywiście takie plażowanie, czy też beztroskie spacery również można nazwać podróżowaniem, jednak ten rodzaj wędrówek pozostawiam tym, którym sprawia to przyjemność. Myśląc o wędrówkach, niezależnie od tego, czy mają one być związane z pokonywaniem dużych odległości, czy też polegać na urokliwych wypadach w okolice niezbyt oddalone od mojego rodzinnego miasteczka, dzielę je w głowie na etapy. Pierwszym z nich jest pomysł i ekscytacja perspektywą jego urzeczywistnienia. Następnie pojawia się chęć zebrania jak największej ilości informacji o celu podróży, wszak nie bez kozery mówi się, że podróże kształcą. Kulminacyjny moment stanowi sama podróż, przez co rozumiem drogę do celu, sam cel i co oczywiste, powrót do domu. Po powrocie zaś, odczuwam chęć podzielenia się swoimi wrażeniami z innymi, wszak jeśli wierzyć choćby odrobinkę astrologii, to osoby spod mojego znaku zodiaku są niepoprawnymi ekscentrykami o aktywnej, ekstrawertycznej energii.

Zittau. Niemcy.
Zittau. Niemcy.

Do niedawna byłem przekonany, że nie daną mi będzie realizacja tego rodzaju podejścia do podróżowania, co budziło we mnie zniechęcenie i staczanie się w kierunku Pana Ciepłe Kapcie, który dobiegając nieuchronnie do czterdziestki wędrować będzie przez dalsze lata wyłącznie w kieracie codziennych obowiązków. Zmiana okoliczności, a w związku z tym metamorfoza zapatrywania na codzienność, pozwoliła mi zebrać w sobie odwagę i przystąpić do realizacji marzeń, które tkwiły we mnie od dawna. Swoje pomysły na podróżowanie nazywam szajbami, bo jak inaczej można określić sytuację, w której facet w moim wieku nagle postanawia rzucić rozczłapane bambosze w kąt i pojechać do Iranu, błędnie kojarzącego się większości otaczających go ludzi z wojną i karaniem śmiercią za błahe przewinienia o charakterze politycznym. W głowie tłoczą mi się kolejne pomysły na takie szajby, dlatego też obiecuję sobie, że materiału do opisywania będzie przybywało. Jeżeli w ten sposób zachęcę kogoś do odwiedzenia miejsc które mnie zafascynowały, poczytywać będę to za własny sukces. Zachęcam więc wszystkich do tego, aby zebrali odrobinę sił i ruszyli szukać przygody „Tuż za Horyzontem”.