Perskie koty

Teherański kot. Autorka: Nooshin Azadi

Moja przyjaciółka Ewa mieszka w pięknym domu położonym w urokliwej okolicy. Tuż za oknami widać las, a sam dom otoczony jest zadbanym ogrodem. Od razu można dostrzec, że gospodyni wkłada dużo pracy w jego utrzymanie. Razem z nią mieszkają koty, o których słyszałem od Ewy całkiem sporo przed odwiedzinami, na które zanosiło się od dawna, jednak nastąpiło to dopiero po moim powrocie z tegorocznej wycieczki do Iranu. Usiedliśmy na tarasie skąpanym w łagodnych, ciepłych promieniach wrześniowego słońca, a Ewa postawiła przede mną upieczone przez siebie ciasto i otworzyła butelkę wina. Ciasto smakowało wyśmienicie, co przekładało się na ilość wchłoniętych przeze mnie porcji. Akurat w tym momencie nie przejmowałem się nazbyt kaloriami, a ewentualne wątpliwości w tej kwestii skutecznie łagodziłem winem.

– Hmm… I gdzie te twoje koty? – zainteresowałem się przełykając kolejny kęs ciasta. Ewa wyraźnie się ożywiła, zaglądając za kotami.

– Isztarek, chodź tutaj do nas! – zawołała w głąb salonu.

Isztarek? Przecież wcześniej mówiła, że to jest „on”, a z tego co sobie przypominam, Isztar, to bogini, czyli „ona”. Na końcu języka miałem stosowny komentarz, jednak powstrzymałem się. Nie na długo. Zjawił się Isztarek, imponujących rozmiarów kocur rasy perskiej. Wymieniliśmy z nim spojrzenia, i tym razem pofolgowałem sobie.

– Wiesz co, Ewa? – najpierw zagaiłem uprzejmie – Ten twój Isztarek, to jakaś podróba perskiego kota! – wypaliłem we właściwym sobie stylu. Ewa nie wyglądała na specjalnie zachwyconą tym komentarzem. 

Autorka: Nooshin Azadi

Kiedy zabrzmiało wezwanie na wieczorną modlitwę, Prorok Mahomet zauważył, że w rękawie szaty zasnęła jego ulubiona kotka o imieniu Muezza. Nie chcąc budzić zwierzęcia, Mahomet delikatnie uciął ten rękaw i odprawił modlitwę z odkrytym ramieniem. Muezza niejednokrotnie ratowała Mahometowi życie. Gdy Proroka pokąsały wściekłe psy, kotka lizała jego rany do czasu ich zagojenia. Innym razem, Muezza ostrzegła go przed wężem, którego ukąszenie oznaczało pewną śmierć. Prorok uwielbiał kotkę do tego stopnia, że obiecał jej miejsce w niebie. Wprawdzie są to tylko piękne legendy, jednak z uwagi na ich przesłanie wydawać by się mogło, iż wśród wyznawców islamu, koty zajmują niepoślednie miejsce i cieszą się szczególnymi względami. Niestety, jest to przekonanie nie do końca znajdujące odzwierciedlenie w rzeczywistości gdyż tam, gdzie w rachubę wchodzą kwestie o charakterze religijnym, pojawiają się znaczące różnice w interpretowaniu zaleceń wiary. 

Autorka: Nooshin Azadi

O teherańskich kotach przeczytałem przed wyjazdem do Iranu w książce Hoomana Majda zatytułowanej Ajatollah śmie wątpić (The Ayatollah Begs to Differ). Będąc na miejscu wypatrywałem ich obecności. I nie zawiodłem się. Zobaczyłem je tuż po dotarciu z lotniska Chomeiniego do hotelu znajdującego się w centrum miasta – molocha. Siedząc na hotelowym progu obserwowałem, jak w świetle budzącego się poranka wędrują pod ścianami budynków i wspinają się zwinnie na daszki przybudówek. Nie zwracały na mnie uwagi, gdyż w tym momencie były zajęte załatwieniem własnych, pilnych sprawunków. Tuż obok przeszedł duży, lecz smukłej budowy kocur, którego widok uświadomił mi to, że na pierwszy rzut oka, teherańskie koty w ogóle nie przypominają z wyglądu tych, które w Europie określa się jako należące do rasy perskiej. Koci mieszkańcy stolicy Iranu wyglądają raczej jak nasze rodzime „dachowce”, ale wydają się być bardziej rosłe. Nawet umaszczenie mają podobne. Będące efektem nad wyraz intensywnej, i nieco przypadkowej, wymiany zdrowego materiału genetycznego. Kiedy za dziecka mieszkałem na wsi, to na takie kolorowe egzemplarze mówiło się, że: „cała wieś go robiła”. Stanowiło to odpowiedź na pytanie: „a kto jest jego ojcem?”.  

Autorka: Nooshin Azadi.

Wybuch rewolucji islamskiej zmienił koci status w teherańskich domostwach. Przedtem, wiodły one żywot zbliżony do tego, który my widujemy niejako na co dzień. To znaczy, niemalże każdy kot ma u nas jakiś dom, czyli przynależy do człowieka, który w założeniu powinien się nim opiekować. Nasze koty wydają się być indywidualistami, jednak w rzeczywistości, niemalże całkowicie są od nas zależne. W Teheranie, kocim domem jest miasto, a więc według naszych standardów, są one bezdomne. Dlaczego tak się stało? Otóż po wspomnianym przełomie politycznym, na arenę wkroczyła religia, a jak wiadomo, ta potrafi zmienić, czy wręcz wymusić na ludziach zmianę światopoglądu i przyzwyczajeń. Zasadniczo, islam spogląda przychylnym okiem na zwierzęta, jednak w moim odczuciu, traktuje je w sposób przedmiotowy. Z punktu widzenia nauki islamu, podstawowym kryterium stopnia akceptacji zwierzęcia, jest jego przydatność, czy też użyteczność człowiekowi. Doskonały tego przykład stanowią psy, których obecność jest aprobowana wtedy, gdy wypełniają one wskazane przez ludzi zadania. Mogą być strażnikami domostw, pasterzami, a nawet mogą służyć w policji, gdzie między innymi poszukują narkotyków. Jednak oficjalnie, nie są one akceptowane w roli domowych pupili. Wprawdzie w islamie, kot jest postrzegany w dużo lepszym świetle, niż pies, lecz również na nim wspomniany pogląd odcisnął swoje piętno. Patrząc nieco bardziej wnikliwie na nasze podwórko można dojść do wniosku, iż wspomniana przedmiotowość w traktowaniu zwierząt, nie stanowi wyłącznej domeny islamu. U nas jest podobnie. Dla przykładu, tak jak w islamie, chrześcijaństwo odmawia zwierzętom możliwości przebywania z ludźmi w niebie. Dlaczego? A dlatego, że zwierzęta nie mają duszy takiej, jaką posiada człowiek. Dusza zwierzęca, to dusza kierująca się zmysłami i sterująca ciałem.  W przeciwieństwie do duszy ludzkiej, która jest nieśmiertelna, dusza zwierzęca ginie bezpowrotnie, gdy zwierzę umiera (źródło). 

Autorka: Nooshin Azadi.

Powyższe zdjęcie wymaga osobnego opisu, i to przynajmniej z dwóch powodów. Pamiętacie może krążące nie tak dawno po Internecie memy z wizerunkiem pewnego kota o imieniu Tombili? Jeżeli nie, to wpiszcie w wyszukiwarkę hasło: „Tombili cat”, a od razu dowiecie się, w czym rzecz.  Bardzo charakterystyczna poza, w której uchwycony został Tombili na wspomnianym, bardzo popularnym zdjęciu, nie jest niczym wyjątkowym. Często tak układają się koty, które obserwują kontrolowane przez siebie terytorium. Załączone zdjęcie stanowi tego przykład. Od razu widać, kto jest królem na dzielnicy, a sam kot wydaje się mówić: Słuchaj pies, to ja tutaj rządzę. Ja jestem wolny, a ciebie na smyczy prowadzają. No właśnie, pies. Przypomnijcie sobie to, co napisałem akapit wyżej, a teraz przyjrzyjcie się zdjęciu z królem dzielnicy. Widzicie kobietę po drugiej stronie ulicy? A widzicie może, kogo ona prowadzi? I to jest właśnie drugi z powodów, dla których zdjęcie aż prosi się o dłuższy opis. Od powrotu z wycieczki do Iranu zastanawiam się, dlaczego mieszkańcy tego kraju tak bardzo przypadli mi do gustu. Owszem, są to wszystkie te powody, o których pisze większość osób odwiedzających współczesną Persję. Między innymi, jest wśród nich całkowity brak nachalności, kojarzonej z krajami o korzeniach arabskich (Persowie, to nie Arabowie), uprzejmość, rzeczowy kontakt i przyjemny sposób okazywania zaciekawienia osobą przyjezdnego. Kiedy podczas wędrówki po Teheranie pytano mnie skąd jestem, to w reakcji na moją odpowiedź mogłem usłyszeć, jak nazywa się stolica Polski. Uwierzcie, bardzo przyjemną jest świadomość tego, że mieszkańcy tak „egzotycznego” kraju, jakim nadal jest Iran, nie mylą Warszawy z Katmandu. W moim przypadku, jest jeszcze jeden powód sympatii wobec Irańczyków. Przekora, przekorność, czyli cecha tak charakterystyczna dla nas, dla Polaków. Gadaj zdrów, a ja i tak zrobię to po swojemu, albo: ty mi zakazujesz, a ja i tak to zrobię, nie bacząc na konsekwencje. To takie małe wtrącenie, ale jak najbardziej związane z tematem. O czym poniżej. 

Autorka: Nooshin Azadi.

Autorytety religijne swoje, a mieszkańcy Teheranu swoje. Coraz więcej osób trzyma zwierzęta w domach. Wśród nich koty, a nawet psy. Powstają sklepy zoologiczne w których można kupić rodzimej produkcji karmę i przeróżne gadżety dla pupili. Żeby tego było mało, to w tego rodzaju sklepach, zupełnie oficjalnie można kupić wymarzonego czworonoga. Dotyczy to również psów, a przecież ich sprzedaż, nierozerwalnie związana z zapłatą, jest surowo zakazana przez prawo szariatu. Zbierając informacje do tego wpisu, niejednokrotnie zetknąłem się ze wzmiankami o wspomnianym zakazie, dlatego też poczułem się naprawdę zaskoczony, kiedy moja teherańska przyjaciółka Nooshin Azadi, opowiedziała mi o trzymaniu zwierząt w domach i handlu nimi w stolicy Iranu. No jak to? Pies nieczysty, zakaz jest, a tutaj handel kwitnie, i to za wiedzą władz. Wiecie, jak odpowiedziała Nooshin? …bo to jest właśnie Iran!    

Autorka: Nooshin Azadi.

Mimo stopniowego zdejmowania z Iranu międzynarodowych sankcji, nałożonych w związku z wcześniejszym podejrzeniem o realizowanie przez tej kraj programu zbrojeń nuklearnych, jego sytuacja gospodarcza i geopolityczna nie jest stabilna. Przede wszystkim z uwagi na ciągłe napięcie w relacjach z lokalnym oponentem, czyli z Arabią Saudyjską, nabrzmiewające w związku z militarnym zaangażowaniem po przeciwnych stronach wojny domowej w Jemenie. Przekłada się to na pogorszenie komfortu życia samych Irańczyków. Nie tylko w wymiarze ekonomicznym, ale przede wszystkim, w wymiarze emocjonalnym. Wszak nie przebrzmiały jeszcze echa strasznej wojny z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to Iran musiał zmagać się z najazdem innego arabskiego kraju, czyli Iraku pod wodzą Saddama Husajna. Powszechnie jest wiadomym, że obecność zwierzęcia może mieć pozytywny wpływ na większość ludzi.  Zwierzęta uaktywniają ukrytą w nas wrażliwość, dobroć, pozwalają się otworzyć i poczuć bezpiecznie. Jednocześnie rozluźniają się nasze mięśnie i spada napięcie. Obecność zwierzęcia wpływa zatem nie tylko na ludzki umysł, ale również na ciało. Być może z tego powodu irańskie władze dają swego rodzaju milczące przyzwolenie na zacieśnianie się relacji pomiędzy ludźmi i zwierzętami w opisany powyżej sposób. Oczywiście, jest to przyzwolenie nieoficjalne i mocno ograniczone, ale jest. Może jest również tak, że rządzący zdają sobie sprawę z tego, iż w tej sytuacji, lepiej nie przeciągać przysłowiowej struny wobec własnego społeczeństwa, poprzez uparte egzekwowanie prawa, gdyż jak pokazała to historia, przekora Irańczyków może doprowadzić do wybuchu. Krwawego. 

Autorka: Nooshin Azadi.

Kocie życie na teherańskich ulicach nie należy do łatwych. Owszem, jest to swoista wolność, jednak związanych jest z nią szereg zagrożeń, które czyhają wśród asfaltowo – betonowej dżungli. Wiele z nich ginie pod kołami niekończącego się potoku samochodów, pozostawiając po sobie smutne świadectwo w postaci walających się po jezdni resztek kociego futra. Zimową porą, kocięta nierzadko wchodzą od spodu pod maski zaparkowanych przy krawędzi jezdni aut w poszukiwaniu ciepła rozgrzanych jazdą silników. Nietrudno domyślić się, jaki jest tego efekt w momencie uruchomienia silnika i ruszenia pojazdu.

Autorka: Nooshin Azadi

Podobnie jak u nas, również w Teheranie ludzie potrafią być okrutni wobec zwierząt, a w większości przypadków, nie okazują im żadnych uczuć. Same koty, jako zwierzęta terytorialne, toczą między sobą wojny w dążeniu do zajęcia jak najkorzystniejszego dla życia obszaru. Ofiary tego rodzaju potyczek, raczej nie mogą liczyć na jakąkolwiek pomoc, co nader często kończy się ich śmiercią. Także zdobywanie jedzenia nie należy do prostych zadań, a jego trudność zależy od rodzaju zajmowanego terenu. Wbrew pozorom, upolowanie rosłego, miejskiego szczura, stanowi wśród betonowej pustyni wyzwanie, nawet dla dojrzałego i doświadczonego kota, nie wspominając już o młodych, pośród których głód zbiera największe żniwo. Pozostają im więc śmietniki, gdyż tylko w niewielkim stopniu są one dożywiane przez niezbyt liczną grupę ludzi, którym nie jest obojętny los tych stworzeń. Nieco łatwiej mają te, zajmujące terytoria rozpościerające się wśród teherańskich parków i ogrodów. Polują tam na mniejsze gryzonie i ptaki, a nawet mogą liczyć na jedzenie, podrzucane im przez odpoczywających od miejskiego zgiełku teherańczyków.    

Autorka: Nooshin Azadi.

Nooshin Azadi zwróciła moją uwagę na wypracowany przez Japończyków model traktowania bezdomnych kotów. W przeciwieństwie do Polski, w której chwyta się takie koty i zamyka je w schroniskach, gdzie wiodą żywot więźniów, japońskie żyją na wolności, jednak są dokarmiane i szczepione w sposób zorganizowany i systematyczny. Kotom tym wiedzie się tak dobrze, że musiano ograniczyć gwałtowny wzrost ich populacji poprzez sterylizację. Pojawia się zatem pytanie: czy lepiej jest wyłapywać bezdomne zwierzęta i zamykać je w klatkach, gdzie przejechanie ich przez samochód jest mniej prawdopodobne, czy też może pozwolić im żyć na wolności, lecz jednocześnie otoczyć je opieką? Optuję za tym drugim rozwiązaniem, gdyż w tym przypadku, bezdomność nie oznacza izolacji, a przecież mawia się, że wolność stanowi jedną z najwyższych wartości.  

Autorka: Nooshin Azadi.

Ewie należą się przeprosiny za tą „podróbę” perskiego kota. Tak w ogóle, to dlaczego wyskoczyłem z takim komentarzem? Otóż widziane przeze mnie na ulicach Teheranu koty, w mojej ocenie nie posiadały bardzo charakterystycznych cech, z jakimi stykamy się u przedstawicieli rasy perskiej, którzy zamieszkują u nas, i na szeroko pojętym zachodzie. Jak dla mnie, to nie miały one ani długiej okrywy włosowej, ani też właściwej tej rasie okrągłej głowy ze spłaszczonym profilem. Nooshin wyprowadziła mnie z błędu wskazując, że cechy te pierwotnie występują u kocich mieszkańców Iranu, jednak na potrzeby hodowli, zostały uwypuklone poprzez dobór rodziców je posiadających. Jest więc prawdą, że rasa perska wywodzi się od kotów zamieszkujących w Persji. Jak przyjrzycie się załączonym do tego wpisu zdjęciom, to z łatwością zauważycie występowanie wspomnianych cech u teherańskich kotów. Zasadniczą różnicę widać natomiast w zachowaniu się zwierząt. Gdy kroczy teherański ulicznik, to iskry strzelają mu spod łap, a zwierzę zdaje się emanować energią witalną. Porusza się płynnie lecz w zdecydowany sposób. Z kolei nasz pers w byciu kojarzy mi się z aksamitem. On po prostu niespiesznie sunie tak, jakby nic nie mogło mu zagrozić, bądź też zaskoczyć. Bez wątpienia ma to źródło w odmiennych środowiskach, w których spędzają życie te stworzenia. Kiedy teherańczyk musi zachować czujność i w każdej chwili być przygotowany do walki, albo ucieczki, to faworyt europejskiego domu, zasadniczo nic nie musi. Przecież miska z jedzeniem nie zacznie uciekać, ani tym bardziej, nie zaatakuje znienacka. Niemniej jednak wychodzi na to, że zanim coś palnę, to najpierw powinienem dobrze to przemyśleć, lecz oznaczałoby to konieczność zmiany sposobu bycia i charakterystycznego dla mnie poczucia humoru. W najbliższym czasie, mój przypadek nie przewiduje tak dramatycznej metamorfozy.

Podziękowanie.

Dla mojej przyjaciółki Nooshin Azadi, za wprowadzenie do świata teherańskich kotów i udostępnienie zdjęć oraz informacji, bez których nie powstałby niniejszy wpis.