Gozdowice

Viadrus, bóg rzeki Odry. Serio, to nie żart. Odra ma własnego rzecznego boga i to nie takiego, wymyślonego na poczekaniu, lecz posiadającego swoją historię, sięgającą stulecia wstecz. Pierwsze wzmianki o nim utrwalono w późnym renesansie (około XVI wieku). Przez większość zapomniany, dzisiaj ponownie ożywa. Tutaj, rzeźba przedstawiająca Viadrusa autorstwa niemieckiego artysty, Horsta Engelhardta z Oderbruch. Ustawiono ją po niemieckiej stronie przeprawy promowej Gozdowice – Güstebieser Loose. Miejsce, do którego po stronie Niemiec przybija prom, jakiś dowcipas nazwał z amerykańska: Kap Viadrus, gdyż konstrukcja promu (bocznokołowiec), kojarzy się niektórym ze statkami, pływającymi niegdyś po Missisipi. Trochę racji w tym jest 😉

Patrząc w Gozdowicach na leniwie sunącą Odrę, mało który z przyjezdnych wie o tym, że tutaj rzeka nie płynie swoim naturalnym korytem. A dokładniej stąd, przez dwadzieścia kilometrów w dół, nurt został zmuszony do wędrówki kanałem stanowiącym dzieło rąk człowieka. Ponad 250 lat temu, rzeka wiła się tutaj niesfornie, zajmując swoimi meandrami i rozlewiskami duże przestrzenie, na które łakomie spoglądali ówcześni właściciele tych terenów. Długo nie działo się nic, gdyż królowie Prus z przełomu XVII i XVIII wieku byli raczej średnimi administratorami i ograniczali się zwykle do toczenia pomniejszych wojen z sąsiadami, jednak kiedy nastał Stary Fryc, czyli Fryderyk II, to wówczas ruszyły zakrojone na niespotykaną dotychczas w tym rejonie prace hydrotechniczne, mające na celu odebranie rzece naprawdę dużego kęsa z zajmowanego przez nią dotychczas terenu.

Słoneczne, kwietniowe popołudnie. Oczekiwanie na przeprawę promową na trasie Gozdowice – Güstebieser Loose.

Prusacy sprowadzili holenderskich inżynierów, których sława w walce z wodnym żywiołem o każdą piędź ziemi była już wówczas ugruntowana. Holendrzy wydarli Odrze pas ziemi o szerokości 10 i długości przeszło 60 kilometrów, jednocześnie skracając jej bieg o 25 kilometrów i zmuszając ją do zajęcia przygotowanego koryta, które w zamierzeniu miało poskromić krnąbrną naturę tej rzeki i zapobiec jej wylewaniu się na dopiero co osuszone tereny. Prace trwały przez 6 lat i ukończono je w 1753 roku. Mijały stulecia, a ludzie żyli tutaj w przeświadczeniu, iż pokonali rzekę, jednak ona najwyraźniej nie zapomniała o zabranych jej terenach i cierpliwie czekała na okazję, która nadarzyła się w 1997 roku. Wybudowany za Starego Fryca, naprawdę solidny wał ziemny nie wytrzymał naporu wezbranej powodzią Odry i poddał się jej naporowi, mniej więcej na wysokości polskich Siekierek i Starego Kostrzynka. Rzeka rozlała się po niemieckich polderach, niszcząc wiele ze znajdujących się tam gospodarstw rolnych. Dzisiaj, jedynym śladem po tej powodzi jest obelisk, który dla upamiętnienia wysiłku, jaki został włożony w ponowne ujarzmienie niepokornej rzeki, posadowiono przy wiodącej koroną pruskiego wału ścieżce rowerowej.

Nie wiem, jak jest teraz, ale w 2007 roku, kiedy prom „Bez Granic” rozpoczął obsługiwanie gozdowickiej przeprawy, Gmina Mieszkowice była jedyną w Polsce gminą – armatorem statku rzecznego. Stateczek wybudowała stocznia RENOD z Dobrzenia Wielkiego.

Przed drugą wojną światową, Gozdowice stały się miejscowością wypoczynkową, do której licznie ciągnęli mieszkańcy w końcu niezbyt odległego Berlina. W niewielkiej wsi zbudowano aż sześć hoteli z restauracjami. Funkcjonowały też małe pensjonaty, przystanie oraz kręgielnie, a na brzegu rzeki urządzono plażę. Mostu przez Odrę tutaj nie było, więc zorganizowano przeprawę promową. Historia tej przeprawy sięga osiemnastego wieku, kiedy to miejscowi gospodarze przewozili promem bydło i paszę, a na początku dwudziestego wieku, do tej menażerii dołączyli wspomniani turyści. Sielankową atmosferę przerwała wojna, chociaż po zastanowieniu się dochodzę do wniosku, iż bardziej adekwatnym byłoby stwierdzenie, iż wojna tą sielankę zakończyła, a nie przerwała. Wraz z nastaniem władzy ludowej, Gozdowice utraciły charakter uroczej miejscowości wypoczynkowej i popadły w nijakość, jakże znamienną dla tamtego okresu. Światełko w tunelu pojawiło się dopiero po 2004 roku. 

Prom nie jest imponujących rozmiarów, lecz i tak może jednocześnie przewieźć 6 samochodów i 26 pasażerów. Kursuje od kwietnia do października włącznie. Trzeba mieć na uwadze, że pływa od wtorku do niedzieli w określonych godzinach. Dla lepszej orientacji w harmonogramie podróży warto zajrzeć na stronę: mieszkowice.pl

Tak gwoli ścisłości, to pomysły na przywrócenie gozdowickiej przeprawy promowej, zarysowały się już w 1992 roku i była to inicjatywa strony niemieckiej. Niemniej jednak z uwagi na ówczesne uwarunkowania polityczne, w tym ze względu na istnienie odpraw celnych na granicy, po stronie polskiej, pomysł ten nie znalazł podatnego gruntu. Nie bez znaczenia pozostawało również to, iż Polaków po prostu nie było stać na to, aby finansowo partycypować w pokryciu kosztów przedsięwzięcia. Akcesja Polski do Unii Europejskiej, a następnie wejście do układu z Schengen, pozwoliły na realizację projektu w 2007 roku. Z perspektywy upływu ponad dziesięciu lat od tej daty wydaje mi się, iż przedsięwzięcie to, chociaż niezmiernie ciekawe, nie przyniosło spodziewanego efektu. Wbrew oczekiwaniom, przeprawa nie zwiększyła ruchu turystycznego po polskiej stronie, a jeżeli już, to nieznacznie. Pewnie dlatego, że turystyczna infrastruktura jest tutaj mizerna. Nie ma przedwojennych hoteli, restauracji, czy chociażby plaży. Są za to cmentarze, gdzie spoczywają żołnierze, którzy zginęli podczas Forsowania Odry przez 1 Armię Wojska Polskiego w kwietniu 1945 roku. Okolica urzeka pięknem natury, lecz jest jakoś tak… refleksyjnie. Lubię taką spokojną atmosferę, dlatego jestem tam częstym gościem.

Zdjęcie znamienne, lecz trzeba być w temacie. Otóż rzeka jest w tym miejscu szeroka i wiosną jej poziom bywa wysoki, co umożliwia swobodną żeglugę gozdowickiemu bocznokołowcowi. Ale w 2016 roku było inaczej. Poziom Odry zmniejszył się tak dalece, że na pewien czas przeprawę zamknięto, bo prom zaczął szorować brzuchem po dnie. Obecnie tego problemu nie ma, ale kto wie, jak długo? Odra jest kapryśna, niczym panna na wydaniu.
Ścieżki rowerowe po stronie niemieckiej, których naprawdę brakuje na polskim brzegu. U nas drogi są wyjątkowo malownicze, lecz wydają się być niezbyt bezpieczne; wąskie, kręte i miejscami mocno wyboiste. Gdy pojawi się nieco więcej samochodów, dla rowerzysty robi się średnio przyjemnie. Co by nie było, że w Polsce jest wszystko źle, to Niemcom muszę podpowiedzieć, aby popracowali nad tymi ścieżkami na odcinku znajdującym się bardziej na północ w kierunku miejscowości Schwedt. Siermiężna droga z betonowych płyt, niewątpliwie pamiętająca Ericha Honeckera, zapewnia rowerzystom niezapomniane wrażenia, szczególnie dotyczące ich tylnej części ciała 😛
Głaz przypominający niezorientowanym, iż ta Odra przed ich nosami, to wcale nie rzeka w swym naturalnym biegu, lecz sztucznie utworzony rękami ludzkimi kanał.
Odrzańskie rozlewiska na wysokości Starego Kostrzynka. Wiosną kipią energią. Upojny koncert żab w połączeniu z głosami ptaków, stanowi niezapomnianą muzykę miłości i zapowiedź nowego życia.
Infrastruktura turystyczna jest całkiem dobrze rozwinięta po stronie niemieckiej, dlatego też w słoneczne weekendy, sporo tutaj gości z niezbyt odległego Berlina. Mam nadzieję, że doczekam czasów w których na naszym brzegu rzeki będzie podobnie. Sielankowo i ciekawie. Chociaż z drugiej strony, to obecna, dziewicza aura „krańca świata” ma swój niepowtarzalny urok.
Stary most kolejowy Siekierki – Neurüdnitz. Ma on długość aż 785 metrów, a więc jest najdłuższym mostem na całym biegu Odry. Od 1989 roku jest zamknięty i niszczeje, lecz jakiś czas temu pojawił się pomysł jego odrestaurowania i uczynienia z niego tarasu widokowego, pieszego przejścia i poprowadzenia nim ścieżki rowerowej. Cieszy to, iż ów pomysł nie utknął na etapie projektu, gdyż przystąpiono do jego realizacji. We wrześniu 2017 roku rozpoczęto demontaż torów i prace zabezpieczające przeprawę, a całość ma zostać oddana do użytku w 2020 roku.
Głaz upamiętniający walkę z wodnym żywiołem podczas powodzi w 1997 roku.
Stara, metalowa rzeczna krypa. Na odcinku pomiędzy Gozdowicami i Hohensaaten można zobaczyć więcej takich ciekawostek z przeszłości.
Przystań lodołamaczy rzecznych w Hohensaaten. Obecnie te dzielne statki nie mają za wiele pracy, lecz za moich szczenięcych czasów Odra zamarzała głęboko. Lód bywał tak gruby, że z marszu nie dawało się go przełamać, więc taki lodołamacz rozpędzał się przed przeszkodą, po czym na nią wpełzał i całym swoim ciężarem załamywał szklistą taflę. Towarzyszył temu gromki huk, który pamiętam do dzisiaj. Taki widok, był niesamowitym przeżyciem dla dzieciaka 🙂
Śluza w Hohensaaten. Jest to początek drogi rzecznej łączącej Odrę z rzeką Hawelą. Odcinek ten nazwano Starą Odrą Wrzesińską (Wriezener Alte Oder) i jest to kanał sztuczny, wybudowany w latach 1906 – 1926. Technicznie, kanał taki określa się jako „lateralny”, czyli umożliwiający ominięcie przeszkody rzecznej. Przeszkodą tą jest różnica poziomów obu rzek.
Miejsce ciekawe, lecz ukryte przed wzrokiem zainteresowanych. Znajduje się w pobliżu przejścia granicznego Osinów Dolny – Hohenwutzen. Jeżeli chcecie tam trafić, to za punkt odniesienia obierzcie sobie… restaurację McDonald´s w Osinowie Dolnym 😀 Serio! Obelisk jest schowany nad brzegiem Odry, kilkaset metrów od tego przybytku, jadąc drogą w kierunku Mieszkowic.
Kolejne wspomnienie z czasów szczenięcych. Czołg w pobliżu cmentarza wojennego w Siekierkach. Przywiózł mnie tu Ojciec, który bardzo sobie cenił historię i starał się mnie tym zarazić. Przez lata byłem przekonany, że jest to maszyna tego samego typu, co słynny „Rudy”, co okazało się być błędne. Pomnikiem jest czołg ciężki typu IS-2, czyli dużo większy i lepiej uzbrojony od T-34 z „Czterech pancernych i psa”.
Swoiste klimaty „krańca świata”. Niby wszędzie blisko, a jednak bardzo daleko. Latem, nie macie co liczyć na transport publiczny 😛
Cmentarz wojenny 1 Armii Wojska Polskiego w… Starych Łysogórkach, a nie w Siekierkach! Powszechnie mówi się o Siekierkach, jednak cmentarz jest położony w obrębie wsi Stare Łysogórki. Miejsce wydaje się być obecnie zapomniane przez historię, jednak od razu widać, że nie zostało zapomniane przez miejscowych i władze Gminy Mieszkowice. Bardzo zadbany, czysty, pełny kwiatów i… niesamowicie cichy! Świdrująca uszy cisza skłania do zadumy nad losem pochowanych tutaj żołnierzy. Obraz i historia tego miejsca zasługuje na odrębny wpis, który postaram się opublikować wkrótce.
Gozdowice. Pomnik upamiętniający poświęcenie polskich saperów, którzy w kwietniu 1945 roku budowali w tym miejscu przeprawę przez Odrę pod zabójczym ostrzałem niemieckiej artylerii, broniącej wrót do umierającej stolicy III Rzeszy.
Gozdowice – Hohenwutzen – Hohensaaten – Osinów Dolny – Stara Rudnica – Siekierki – Stare Łysogórki – Gozdowice. 55 kilometrów w słoneczne, kwietniowe popołudnie. Przyznaję, że jestem oczarowany tą okolicą, dlatego też zapraszam wszystkich na rowerową włóczęgę brzegami Odry. Najlepiej, z początkiem w miejscu gozdowickiej przeprawy promowej. Do zobaczenia w Gozdowicach 🙂

 

Mapka dla lepszej orientacji w terenie 🙂